Categories
Równowaga

Podatki

Teraz mam problem. Chcę napisać o nowym haraczu, który PIS chce otrzymać od mediów. Ale nie chcę pisać o nowym haraczu, który…

Zdecydowanie nie chcę tutaj argumentować czy ten lub inny podatek jest dobry lub zły, czy jest ukrytą kradzieżą środków lub karabinem wycelowanym w wolną prasę, mającym zmusić ją do współpracy z rządzącymi.

Nie chcę też mówić tutaj czy protest grupy Ringier Axel Springer Polska i innych portali tego typu nie jest przypadkiem strzałem w stopę, który może uświadomić milionom Polaków czy tych portali faktycznie potrzebują.

Nie chcę też pisać o tym, że warstwa wartościowych treści w wielu wydawnictwach (zarówno internetowych, jak i drukowanych) jest zalana toną clickbaitów, tekstów przerabianych na szybko z innych źródeł, tweetów obudowywanych na siłę kilkoma zdaniami, żeby wyglądały jak artykuły, i… reklam.

I na pewno nie chcę też sugerować, że biznes oparty na reklamach dołączanych do darmowych treści jest najgorszym, co spotkało internet, ponieważ właśnie ten model biznesowy pozwala na ogromną demokratyzację współczesnych mediów i pozwala każdemu rozkręcać własny kącik w sieci. Również mnie.

Chcę za to napisać o dziwnym zjawisku związanym z podatkami.

Wiadomo, że praktycznie każdy chce płacić jak najmniejsze podatki. Jeśli ktoś wyłamuje się z tego wzorca, nie wynika to raczej z osobistej potrzeby, ale albo z poczucia swego rodzaju patriotycznej filantropii lub dlatego, że korzyści mające iść za wyższymi podatkami, takie jak lepsze drogi, opieka medyczna lub inne usługi oferowane przez państwo, przeważają straty związane z podwyższonymi opłatami.

Za to w naszej typowej, szarej rzeczywistości, gdy w rządzie akurat nikt nie rozważa wprowadzenia konkretnego nowego podatku, bardzo często ludzie zaczynają snuć wizje: co by było, gdyby te najbogatsze osoby, które mają aż nadto (o ile w ogóle można tyle mieć), albo te fikcyjne, ogromne podmioty prawne, największe korporacje, które nawet nie są ludźmi, gdyby tego typu podmioty opodatkować trochę bardziej niż do tej pory? Może w wyniku zwiększenia podatku od tych miliardów o głupi jeden procent, my, małe szaraczki, moglibyśmy płacić trochę mniej? Może odrobina tego bogactwa skapnęłaby bezpośrednio do nas?

I tak dalej, i tym podobne.

Ale gdy tylko faktycznie sugeruje się opodatkowanie jakichś firm, bardzo szybko okazuje się, że musimy zaprotestować. Dlaczego?

Bo te bezduszne z pozoru korporacje zatrudniają mnóstwo ludzi, małych i szarych, takich samych jak my. A nie chcielibyśmy przecież, żeby coś nieprzyjemnego się im przytrafiło.

Bo szefowie tych okropnych korporacji to też są ludzie w zasadzie tacy jak my. A jeżeli mówimy o jakiejś spółce akcyjnej, to przecież to my jesteśmy właścicielami. Nawet jeśli nie my osobiście, to inne osoby, które, tak jak my, należą do klasy średniej. Bo przecież wszyscy należymy do klasy średniej, prawda?

A skoro już o naszej ulubionej klasie mówimy, to nie chcemy przecież, żeby jej członkom stało się coś nieprzyjemnego, prawda? Bo jak już zmusi się duże firmy do płacenia większych podatków, po pierwsze, największe rekiny się wymigają, a, po drugie, to właśnie klasa średnia oberwie najbardziej. Pracownicy i drobni przedsiębiorcy. Po pierwsze, dlatego, że prawo będzie niedopracowane i to my zapłacimy podatek, po drugie dlatego, że wielkie, bezduszne korporacje odbiją sobie te podatki (nieważne, czy sami je zapłacą czy nie) na klientach i pracownikach. Będą redukcje i będą podwyżki cen. Nie dlatego, że korporacje są bezdusznie, przecież protestowały i informowały, że wyższe podatki będą miały negatywne skutki, a poza tym, jak już pisałem, pracują w nich, posiadają je i rządzą nimi ludzie właściwie tacy jak my. Dlatego, że inaczej się nie da. Bo dane biznesowe nie mogą stać w miejscu. Jak nie rośniesz, to malejesz.

A przede wszystkim, dowiadujemy się, że niezależnie od tego, ile reklam i artykułów sponsorowanych wydawcy wlepiają na stronę, jak bardzo podnoszą ceny za śmieciowe artykuły i jak inwazyjne metody uzależniania nas od swoich produktów stosują, oni też nie lubią PISu. Przecież są szaraczkami. Więc to nie jest ich walka. To jest nasza walka. To nie oni protestują. To my protestujemy. To nasz moralny obowiązek.

Ps. I podkreślam jeszcze raz – To są moje przemyślenia o podnoszeniu podatków firmom, inspirowane wydarzeniami tego tygodnia, ale oderwane od nich. Ja nie wiem co dokładnie myśleć o podatku od reklam. Po prostu.