Categories
Równowaga

Przepraszam… Ale za co?

Trafiłem wczoraj na Spiderswebie na artykuł, który opisuje najnowszą dramę w Polskim internecie. W skrócie: Ktoś napisał książkę. W książce jest brutalna scena gwałtu. Na facebooku zaczęły się dyskusje krytykujące książkę, a w szczególności tę konkretną scenę. Teraz zarówno wydawnictwo jak i autor napisali przeprosiny. I się zaczęło. Bo to non-apology.

Znak: Tych z Państwa, którzy poczuli się zaniepokojeni i dotknięci przepraszamy.

Bartek Rojny: Przepraszam wszystkich, którzy poczuli się urażeni – chciałbym zapewnić, że nie popieram przemocy w żadnej formie.

Spidersweb: Wydawnictwo Znak „przeprasza” za scenę brutalnego gwałtu w książce „Parafil”. Oczywiście tych, którzy poczuli się urażeni

Kogo innego oni powinni przepraszać? Ludzi, którym zupełnie nie przeszkadza ta scena? Przeprosiny to jest gest. Gest kierowany do konkretnej osoby lub grupy osób. Jeżeli przypadkiem kogoś obraziłem, idę do tej osoby i ją przepraszam. W gazetach często pojawiają się przeprosiny skierowane do konkretnej osoby, o której coś zostało przekręcone. Skoro pretensje do autora i wydawnictwa mają jakieś bliżej niesprecyzowane grupy osób, logicznym jest nazwanie ich w przeprosinach. “Przepraszam osoby, które uraziłem”

W non-apology często mówi się o przerzucaniu winy na ofiarę. W przeprosinach nie napisano “…które uraziliśmy”, tylko “…które poczuły się urażone”. Niuans. Czy coś zmienia?  Z jednej strony zdejmuje z autora przeprosin sprawstwo. Z drugiej, stawia bezpośrednio w centrum ofiarę i jej uczucia. Czy z autora zdejmuje również odpowiedzialność? Chyba nie, w końcu przeprasza, wykonuje wymagany gest. To jest chyba wystarczające przyznanie się do winy, co nie?

I znowu, wyobrażam sobie sytuacje, w których ktoś powinien przeprosić za dzieło literackie. Powieść promująca szkodliwą ideologię. Rasistowski wiersz. Ale kryminał o poszukiwaniu przestępcy seksualnego? Czy scena gwałtu w tej książce jest subtelna? Zdecydowanie nie. Ale nie grzeszy też szczegółowością i naprawdę nietrudno wyobrazić sobie znacznie bardziej obrzydliwą i sugestywną scenę gwałtu. Jednocześnie ewidentnie nie romantyzuje gwałtu, nie przedstawia go w pozytywnym świetle. Czy autor czynnie zrobił coś, po czym spodziewał się, że będzie musiał za to przepraszać? Naprawdę nie sądzę. Czy zrobił coś złego? O ile napisanie średnio udanej książki nie jest czymś złym, to nie. Czy ja czułem się urażony czytając fragment książki? Kuriozalna, nieprzyjemna scena, kilkadziesiąt słów, bez większej liczby detali. Opisany akt jest obrzydliwy. Ale w książkach opisuje się złe rzeczy. Zbrodnie. A w kryminałach to już szczególnie. 

Więc tak, uważam, że to bardzo ładne ze strony wydawnictwa i autora, że przeprosili osoby, które poczuły się urażone. Przeprosiny nie są może potrzebne w tej konkretnej sytuacji, ale są ładnym gestem. Bo przecież nie zawsze przepraszamy za zrobienie czegoś złego. Czasem przepraszamy po prostu za drobne nieporozumienie.

I to należy docenić.