Categories
Równowaga

Podsumowanie roku 2020

Kończy się grudzień, więc czas na krótką retrospekcję i podsumowanie roku. (Wpis pisałem w sylwestra, ale z powodów opisanych poniżej publikuję go z miesięcznym opóźnieniem.)

Przez 12 ostatnich miesięcy napisałem 23 wpisy. To dokładnie tyle samo, co rok temu. Nie sprawdzę tego dokładnie, ale mam wrażenie, że tym razem sumaryczna liczba słów jest nieco większa. Mogę za to sprawdzić ile w sumie przez te dwa lata napisałem – 42957 słów. Dla mnie to bardzo dużo. To znaczy też, że moje teksty mają średnio 933 słowa. Do tego nowy wpis pojawia się średnio raz na 15 dni.

Jak chodzi o pojedyncze wpisy, to chciałbym utrzymać ich długość w okolicach tysiąca słów. Chociaż bardzo lubię pisać długie wpisy, mam wrażenie, że nie są one zjadliwe. Plączę myśli, gubię się w nich, a kiedy przychodzi co do czego, to wcale nie mam ochoty czytać ich i poprawiać błędów. Długie wpisy są dla mnie dosyć ważne – w mojej głowie są jakimś elementem marki, którą chciałbym zbudować – ale myślę, że powinny pojawiać się tylko od czasu do czasu a nie być normą. Jak chodzi o częstotliwość wpisów, to coś, nad czym na pewno chcę pracować – po prostu zupełnie mi to nie wychodzi. Tak naprawdę dwa wpisy miesięcznie to takie minimum, które mi naprawdę odpowiada, problem w tym, że w moim przypadku ta średnia jest wynikiem bardzo nieregularnego pisania. Kiedy jakaś sytuacja sprawia, że potrzebuję uporządkować moje przemyślenia na dany temat, piszę jeden wpis za drugim, a potem długo nic nie publikuję. Dokładnie tak się stało gdy rząd wprowadził obostrzenia związane z epidemią i to samo powtórzyło się gdy dotarło do mnie ile korzystam z internetu. Naprawdę chciałbym publikować systematycznie.

W tym roku blog doczekał się dwóch gruntownych remontów. Można powiedzieć, że jego rozwój wizualny jest stopniową ewolucją i upraszczaniem. Najpierw zrezygnowałem z kafelkowego rozkładu treści, który bardzo podobał mi się swego czasu na różnych blogach technologicznych, na rzecz bardziej tradycyjnego, linearnego układu. A potem, pod koniec listopada, zainstalowałem domyślny szablon WordPress na rok 2020 i zastąpiłem wszystkie zdjęcia dużymi, wyraźnymi tytułami. Zupełnie niezgodne z jakimikolwiek poradami, które można znaleźć w internecie – podobno dobra ilustracja do tytułu jest kluczem do sukcesu i dużej liczby kliknięć. Ruch ten jest jednak jak najbardziej zgodny ze mną. Nigdy nie lubiłem wybierania zdjęć do wpisu a teraz po prostu nie muszę tego robić. Jest po mojemu. Zresztą, nowy styl wizualny bloga bardzo mi się podoba.

Ale ta listopadowa zmiana pociągnęła za sobą pewne konsekwencje. Zapomniałem wkleić kod google analytics do nowego źródła. W efekcie nie mam statystyk odwiedzin za grudzień. Teraz wkleiłem kod przy pomocy jakiejś wtyczki, więc  przy kolejnej zmianie nic nie uszkodzę. Tym niemniej nie planuję zmieniać templatki w najbliższym czasie. A statystyki? W tym roku bloga odwiedziło 5,3 tysięcy użytkowników. Sesji było 5,7 tysiąca. Plus grudzień. Jeśli ostatni miesiąc mniej więcej utrzymał średnią, to znaczy, że prawie dobiłem do sześciu tysięcy użytkowników. Wydaje mi się, że to dużo, ale nie wiem ile z tego ruchu stanowię ja i jakieś boty.

Końcówka roku przyniosła jeszcze jeden niespodziewany problem. W sylwestra, będąc w trakcie pisania tego podsumowania, otrzymałem email od dns.pl z informacją, że moja domena jest w trakcie wygaszania. Po zalogowaniu do usługodawcy nie zobaczyłem żadnych informacji sugerujących, że kiedykolwiek posiadałem tę domenę. Żadnych faktur, przypomnień o zapłacie, nic. Pisząc te słowa czekam na odpowiedź od hostingu. Jest piątek, nowy rok. Chciałem właśnie dzisiaj opublikować ten artykuł i postarać się publikować kolejne w każdy piątek. To się nazywa falstart.

To oznacza, że na początek roku czeka mnie zmiana hostingu – to już co najmniej druga wpadka tego usługodawcy – i, nazwijmy to, budowa sieci wokół bloga. Wiem, że to wbrew moim ideałom, ale okazuje się, że nie mogę inaczej. W tej chwili po utracie domeny nie mam nic. Nawet tym kilku osobom, które czytają tego bloga – mam szczerą nadzieję, że istniejecie – nie mogę w żaden sposób dać znać, co się stało. Poza tym chcę, jak każdy twórca, dotrzeć do jak największej publiki. Skoro sam twierdzę, że blog jest o równowadze, nie ma co się aż tak ekstremalnie wzbraniać przed mediami społecznościowymi. Tak więc końcówka 2020 roku zafundowała mi nowe rozdanie – czy tego chcę czy nie.

Zastanawiałem się czy nie olać sprawy i nie wykupić nowej domeny – wielo.blog, albo wieloblog.com. Jednym z sukcesów, które osiągnąłem przez te dwa lata istnienia strony jest to, że po wpisaniu słowa “wieloblog” w google wyszukuje się mój blog. Wcześniej wyszukiwarka automatycznie poprawiała hasło na “wieloblok”. Jeżeli z jakiegoś powodu będę musiał zmienić domenę, zrobię to, ale wolałbym tego uniknąć. Z powodu wymienionego powyżej, i dlatego, że nazwa “wieloblog.pl” po prostu lepiej mi brzmi. I tyle.

Innym razem napiszę jak dokładnie wygląda status tej strony internetowej. Tymczasem na wszelki wypadek przemogłem się i utworzyłem fanpage na facebooku, żeby nie tracić wszystkiego w wypadku kolejnych problemów z domeną. Tak więc, jeśli macie ochotę, to zapraszam do followowania czy co tam się teraz na facebooku robi.