Categories
Równowaga

Uzależnienie od internetu: co w zamian?

W poprzednim wpisie wspominałem krótko, że mam problem, ponieważ nieskutecznie próbowałem przestać nadmiernie korzystać z internetu. To jeden z objawów uzależnienia. Zresztą, jeśli wydaje wam się, że możecie mieć poważny problem z Internetem, przeczytajcie podlinkowany artykuł, bo na pewno dowiecie się z niego więcej niż z moich nieprofesjonalnych wypocin i koniecznie skontaktujcie się z lekarzem.

W każdym razie, dzisiaj chciałem rozwinąć trochę tę myśl i skupić się na tym czemu tak się siebie czepiam i uważam, że mój problem z internetem nie jest akceptowalny. Znowu będę pisał tylko ze swojej perspektywy. Nie chcę uogólniać i wymądrzać się na temat innych ludzi. Od tego są badania naukowe i statystyka.

W tej chwili również próbuję ograniczyć to, ile czasu spędzam oglądając youtube’a. Mimo że tym razem wybrałem trochę łagodniejsze podejście i pozwoliłem sobie na słuchanie na bieżąco podcastów i przejrzenie parę razy dziennie spidersweba i peppera, wielokrotnie przyłapałem się na sprawdzeniu czy nie pojawiło się coś nowego. Gdy przez pół godziny nie miałem dostępu do internetu, kilkukrotnie odblokowywałem telefon… i po prostu przesuwałem ekran z ikonami aplikacji tam i z powrotem.

Zazwyczaj na każdym portalu, na który zaglądam znajduję przynajmniej kilka rzeczy, które chcę przeczytać. Czytam jeden tekst za drugim, dowiaduję się nowych rzeczy i poznaję nowe opinie. Za każdym razem, kiedy udaje mi się choćby przez jeden dzień nie czytać artykułów dzieje się coś dziwnego. Gdy w końcu odpalam jakiś portal, okazuje się, że prawie nic mnie nie interesuje. Strony, które zwykle czytam są wypełnione treściami dla pasjonatów. News o ponownym rozpoczęciu zdjęć na planie filmowym. Informacja na temat nowego modelu kampera. Odkrycie w odległej galaktyce i nowa umowa firmy 4F. Wrażenia z korzystania z nowego maca mini. To nie zainteresuje każdego. A ja jestem przecież nudziarzem, nie rozumiem dlaczego miałbym to czytać. Jednocześnie wiem, że za kilka dni – jeśli powtórzy się typowy dla mnie scenariusz – przeczytałbym większość z nich.

Zresztą bardzo podobnie wygląda przekrój tematów na moim ulubionym kanale na youtubie. Po przerwie nigdy nie potrafię zrozumieć, czemu miałbym obejrzeć dany filmik. A potem oglądam wszystko jak leci i jeszcze nadrabiam zaległości.

I irytuję się, że wrzucają tak mało filmików i artykułów. Bo nie mam co robić. Bo potrzebuję więcej poczytać i posłuchać. No właśnie. W weekendy praktycznie zawsze czuję rozdrażnienie i z utęsknieniem witam każdy nowy artykuł. Odpalając portale technologiczne w sobotę często okazuje się, że jednak coś, co pominąłem kilka dni temu jednak tym razem jest warte mojej uwagi. Odpalam stare odcinki podcastów lub znajduję zapychacze w postaci kanałów, które oglądam rzadziej. I czekam na godzinę 20:00 w niedzielę, kiedy ma miejsce premiera nowego filmu na jednym z kanałów.

Pamiętam też jak w trakcie pandemii zacząłem oglądać onet rano. Półtorej godziny wywiadów na bieżące tematy o ósmej rano, w sam raz do śniadania i żeby rozgrzać się w pracy. Oglądałem je codziennie przez pięć dni. A w sobotę, gdy okazało się, że w weekend jest przerwa byłem strasznie zawiedziony i rozdrażniony. Sprawdziłem youtube, stronę główną onetu i googlowałem kanał. Nic, po prostu audycja jest nadawana od poniedziałku do piątku. Co mam robić? Nie wiem. Pustka.

Zresztą oglądanie przez godzinę gadających głów w pracy nie jest żadną rozgrzewką. Mogę albo pracować albo słuchać dyskusji czy muzyki. Każda taka próba w praktyce kończy się dla mnie przerwą w pracy.

Przeraża mnie, że gdy staram się ograniczyć korzystanie z internetu po prostu nie wiem co robić z wolnym czasem. Snuję się, wymyślam jakieś bardzo konkretne zajęcia,  jak na przykład sprzątanie czy pisanie bloga a po pewnym czasie po prostu zajmuję czas rzeczami podobnymi do tych, z których próbuję zrezygnować. Jak nie youtube to netflix, jak nie netflix to gra komputerowa. Ewentualnie książką. Kończy się na tym, że przez kilka dni czytam parę tomów książek o Jacku Reacherze, oglądam wszystkie części Pitch Perfect albo Szybkich i Wściekłych czy podobnego chłamu. Nie zrozumcie mnie źle, uwielbiam te rzeczy. Ale one też są częścią problemu. A raczej mój stosunek do nich.

Nie potrafię rozsądnie spędzić czasu wolnego. Nawet nie potrafię sobie wyobrazić co miałbym robić. Porozmyślać? Usiąść na balkonie z piwkiem jak Clint Eastwood? Naprawdę chciałbym. Ale zaraz wyciągnąłbym laptopa albo telefon. Tutaj nie chodzi o to, żeby jedno kompulsywne zachowanie zastąpić drugim, ale żeby osiągnąć jakąś równowagę. 

Zjeść pół czekolady zamiast całej. Skończyć serial o dwudziestej drugiej. Nie przeglądać w tym samym czasie internetu. Popisać godzinkę dziennie. Przeczytać dwadzieścia stron. Przesłuchać jeden podcast.