Przyczepa na Ruczaju

Ruczaj, Kraków

Dzielnica Krakowa, która w google street view jeszcze kilka lat temu była głównie nieużytkami i placami budowy. Teraz po jednej stronie Bobrzyńskiego jest starannie zabetonowanymi osiedlami, a po drugiej kampusem UJ i biurowcami wyrastającymi spomiędzy drzew owocowych, pozostałościach dawnych sadów.

Ruczaj jest jednym z tych obszarów na terenie Krakowa gdzie łatwiej można spotkać imigranta z Indii niż menela. Stare osiedla domów jednorodzinnych płynnie zmieniają się w zabudowę szeregową i nowe bloki. Smart domy, smart mieszkania, elewacje, z których jeszcze nie zdążył odpaść tynk. Enklawa korposzczurów, nudnej do bólu klasy średniej, która nigdy nie ma dość i której, o dziwo, zazdrości tak wiele osób w Polsce.

New Delhi, Indie

Jeśli spojrzycie na New Delhi albo jakiekolwiek duże miasto w tej części Azji, od razu rzuca się w oczy straszne rozwarstwienie społeczne. Bieda, slumsy, drogie samochody i luksusowe centra handlowe. Poobijane riksze bez lusterek tłoczące się na światłach i ludzie drzemiący na pasie zieleni wśród tego rozgardiaszu. Rodziny, których mieszkania widać z okien autobusu, bo brakuje w nich jednej ściany i sufitu. Osiedla lepionych z trzciny szałasów przy torach kolejowych i autostradach, a w tle widoczne z daleka wieżowce i pięciogwiazdkowe hotele.

San Francisco, California

Ścisłe centrum doliny krzemowej, koszty życia wywindowane przez pracowników IT, niesamowite kampusy korporacji, których nazwy zna cały świat, bezdomni śpiący na ławkach i namioty rozstawiane na parkingach i pod wiaduktami.

Lyon, Francja

Centrum miasta, brukowane uliczki, witryny modnych kawiarni i butików, Bezdomny leży w śpiworze w drzwiach zamkniętego od jakiejś godziny Starbucksa. Jest zaniedbany, ale czysty, ogląda właśnie teledysk najnowszej piosenki Taylor Swift na smartfonie.

Dwadzieścia minut jazdy metrem od centrum mieszka James, imigrant z Anglii przed pięćdziesiątką. Chociaż już dawno przestał się uczyć, mieszka w prywatnym akademiku podzielonym na 12-metrowe pokoje z aneksem kuchennym, na który składa się zlew, szafka i mikrofalówka, a idąc do łazienki, jednej na każdym piętrze, trzeba zamknąć drzwi do swojego pokoju na klucz.

Brighton, UK

Dostępny przez booking.com hostel oferuje łózka w dziesięcio i dwudziestoosobowych pokojach z łazienką i wifi. Atmosfera w jednym z takich pokojów jest bardzo przyjazna, a mieszkańcy zachowują się jakby byli dobrymi znajomymi. Pojedynczy odwiedzający to miejsce backpackersi rzadko dowiadują się, że owszem, większość lokatorów zna się, bo mieszkają razem w tym pokoju od kilku lub kilkunastu miesięcy, a do Brighton przyjechali do pracy a nie w celach turystycznych.

Opisane powyżej migawki są niewiele wartymi anegdotami. Nie sposób stwierdzić na ile reprezentują zasadę a na ile są odosobnionymi przypadkami. Niezależnie od nich, wszyscy mamy świadomość, że  rozwarstwienie społeczne jest problemem. W każdym sklepie z luksusowymi szpilkami za kilka tysięcy znajdzie się i klient, i pracownik, który zapewne na sprzedawany przez siebie produkt nigdy nie będzie mógł sobie pozwolić, a do tego prawdopodobnie jest źle traktowany przez kierownika, i właściciel sklepu.

W tym wszystkim trzeba uznać, że Krakowski Ruczaj na pewno reprezentuje tę fajniejszą warstwę. Mijając na jednym z osiedli grupkę bawiących się dzieci słyszałem parę miesięcy temu taki mniej więcej dialog:

  • Mietek, widziałeś tam mojego tatę?
  • A jak wygląda twój tata?
  • Mój tata wygląda jak menedżer, ubiera się jak menedżer i jest menedżerem!

O żadnych slumsach nie może być tutaj mowy. W blokach nie tylko nie brakuje ścian, ale nawet nie raczej nie odpada tynk. Stojące na parkingach i w korkach samochody są czyste, lśniące i najwyżej kilkunastoletnie. Wszędzie łapie zasięg, światłowody są czymś oczywistym, a w oknach widać ludzi siedzących przed nowoczesnymi laptopami i dużymi telewizorami.

Coś, do czego aspiruje bardzo dużo Polaków.

Ale jeśli spojrzeć bliżej okazuje się, że większośc tych ludzi nie jest jedynymi właścicielami swoich mieszkań i domów. Wynajmują je (łatwo poznać po kuchni – połowa mieszkań na wynajem ma bardzo charakterystyczne szafki kuchenne w jednym z kilku stylów dostępnych w podstawowej wersji gry The Sims) lub spłacają zaciągnięty na kilkadziesiąt lat kredyt. Wiele osób spłaca co miesiąc również duży telewizor, samochód i ten ładny mikser w stylu retro. Za to w ładne meble za to nie warto inwestować, po pierwsze dlatego, że to przecież nie moje mieszkanie, a poza tym nie ma co zrobić z tymi, które już tutaj są. A niektóre mieszkania w Krakowie to naprawdę niezłe meliny.

Rozwarstwienie zaczyna być widoczne i tutaj. Z tego co słyszę, bardzo wiele mieszkań jest w Polsce kupowanych za gotówkę. Mnóstwo osób przez wiele lat nie daje rady uzbierać nawet na wkład własny, a sam nieraz próbując negocjować cenę najmu słyszałem: “Ale ja sam muszę spłacić ratę”. Ale są też osoby, które za gotówkę kupują drugie, trzecie, któreś mieszkanie i wszystkie wynajmują. Nie wiem kim są, wiem tylko, że są w jeszcze przyjemniejszej warstwie. I pewnie wielu z nich ciężko pracuje i główkuje, żeby zapewnić jak najlepszy byt sobie i swojej rodzinie.

Za to zastanawiam się, co robią osoby, które, dla przykładu, pracują w sklepach spożywczych, do których chodzę. Żeby wynająć przez internet mieszkanie w Krakowie, trzeba wyciągnąć mniej więcej dwa tysiące miesięcznie. To jest odczuwalny wydatek dla osób, które zarabiają solidnie powyżej średniej krajowej. A chcesz jeszcze zjeść, mieć jakieś życie i hobby, i coś zaoszczędzić. Czy młodsze osoby nadal mieszkają z rodzicami? Tłoczą się w wynajętych mieszkaniach ze współlokatorami? Ile czasu ktoś może wytrzymać zanim nie będzie musiał pójść na swoje? A kasjerzy w średnim wieku? Zaciągnęli kredyt w lepszych czasach? Odziedziczyli mieszkania po dziadkach? Wrócili z Anglii z torbami funtów i teraz przynajmniej są w domu, u siebie? Sami przeżyli już kilka restrukturyzacji i teraz tylko starają się wiązać koniec z końcem? Nie wiem. 

Wiem tylko, że nie jest tanio. I nie wiem dokładnie jak ludziom, których spotykam na co dzień się żyje, ale mam nadzieję, że będzie im się żyło coraz lepiej. 

Być może to ja żyję w bańce. Być może nie mam prawa narzekać. Być może mój problem, polegający na tym, że musiałem lockdownowe biurko postawić w sypialni zamiast w dodatkowym pokoju jest najlepszym przykładem problemów pierwszego świata. Być może powinienem odetchnąć z ulgą czytając o tym, że przez 10 lat przeciętna powierzchnia mieszkania przypadająca na obywatela wzrosła w Polsce o 4 m kw., do 28,2 m kw. Być może moją pierwszą reakcją na tę informację nie powinna być myśl, że przeciętna czteroosobowa rodzina w Krakowie nie zbliża się do tego średniego metrażu.

Wracając do Ruczaju, Indii i San Francisco, a także do powodu, dla którego piszę ten artykuł, jest we mnie podskórne przekonanie, że w Polsce nie będzie nigdy osiedli slumsów, skupisk namiotów postawionych na stałe pod wiaduktami czy powszechnego widoku ludzi śpiących w nieukrytych miejscach. Jasne, widuje się pijanych meneli budzonych w nocy w tramwaju na pętli lub śpiących pod daszkiem na przystanku. Słyszy się o legowiskach bezdomnych przy rurach ciepłowniczych lub billboardach. O squatersach. Istnieje zapewne szara strefa.

Jest we mnie pewne przekonanie, że prawo budowlane w Polsce jest zbyt twarde, żeby miały nam wyrosnąć osiedla namiotów lub mikro domków z kartonu i patyków postawione przy drodze.

Ale gdy co tydzień idę do Biedronki na zakupy, na tym zadbanym, gęsto zabudowanym i zabetonowanym Ruczaju, mijam stary opuszczony dom, w którym squatują menele i kawałek dalej, przy tej samej ulicy, szczególnie dla mnie szokującą, przyczepę kempingową.

Przyczepę, długości może dwóch, trzech metrów, stojącą na swojej jednej osi dokładnie naprzeciwko jednego z nowszych biurowców. Przyczepa stoi na poboczu, na którym przed erą pracy zdalnej zawsze stał rząd samochodów. Przy przyczepie spacerowy wózek dziecięcy, a w niej samej zapalone światło i ruszające się głowy. Gdy pierwszy raz ją zobaczyłem, uznałem, że postawiła ją sobie jakaś ekipa remontowa. Ale żadnego remontu w pobliżu nie ma. Wygląda na to, że ktoś tam po prostu mieszka. Nie wiem czy wózek jest dla dziecka, czy służy transportowi chociażby puszek. Nie wiem też, który z tych scenariuszy jest lepszy.

I tak sobie myślę, że gdyby za miesiąc koło tej przyczepy pojawiła się kolejna, i jeszcze jedna… 

Rok temu nie wydawało mi się możliwe, żeby z miesiąca na miesiąc kilkadziesiąt procent pracowników biurowych w Polsce zaczęło pracować z domu. Teraz widzę szansę, że do biur wiele z nas nigdy nie wróci. Więc zobaczymy co się stanie z przyczepą na Ruczaju. Ja wolałbym nic nie przewidywać, bo świat ewidentnie się zmienia. I pomyśleć, że 30 lat temu mordowali się mieszkańcy byłej Jugosławii, 40 lat temu zamiast RP był PRL, 50 lat temu Anglia była pogrążona w kryzysie, 60 lat temu Hiszpania była faszystowską dyktaturą a 70 lat temu cała Europa nadal lizała rany po Drugiej Wojnie Światowej. 

Świat się zmienia, ale z jakiegoś powodu bardzo rzadko sobie o tym przypominamy.