Pisanie

Ludziom wydaje się, że to jest takie proste. Siadasz przed kartką papieru lub komputerem i po prostu zaczynasz pisać. A jeśli nie masz motywacji lub ciągle prokrastynujesz, zapisujesz się do nanowrimo, czekasz do listopada i wtedy siadasz przed kartką lub komputerem i zaczynasz pisać. A wiecie co mi się wydaje? Że gdyby to faktycznie było takie proste, prawdziwi, z krwi i kości pisarze nie byliby tak bardzo zafascynowani pustą kartką. Stephen King nie napisałby lśnienia, sekretnego okna i bóg wie czego jeszcze, Bukowski nie napisałby… napisałby zupełnie inne rzeczy, i tysiące innych pisarzy nie napisałoby tysięcy książek i opowiadań kręcących się wokół pustej, białej kartki.

Sam nigdy nie przeczytałem nic Bukowskiego, widziałem tylko jakiś stary film z Mickeyem Rourke, jakiś nowszy z Mattem Dillonem i Californication. Moja mglista znajomość tematu każe mi myśleć, że pisarz to nienajgorszy i zaprzyjaźniony z pustą kartką i pełną szklanką.

Być może to bujda.

Bujdą na pewno jest też to, że na tysiąc osób, które na pewnym etapie deklarują chęć napisania książki czy czegoś w tym guście 900 przy najbliższej okazji zmienia plany, kilkadziesiąt wpada w depresję a przynajmniej w melancholię, ktoś tam popełni samobójstwo, ktoś tylko “spróbuje” to zrobić, kolejnych kilka będzie cyklicznie rozmyślać o tym i wpatrywać się w pusty dokument worda, albo, jak ja, kupować raz na jakiś czas zeszyt i zapisywać w nim stronę albo dwie. No i pewnie jakieś zero przecinek trzydzieści siedem osoby z tego tysiąca faktycznie coś napisze.

Wszystko to wymyśliłem i już żałuję, ale piszmy dalej. Tak naprawdę powinno dać się sprawdzić jaki odsetek ludzi zostaje pisarzami. Wiemy mniej więcej ile ludzi jest na świecie. I prawdopodobnie nawet lepiej powinniśmy wiedzieć ile jest, mniej lub bardziej utalentowanych, publikujących, żywych, pisarzy.

Spróbujmy. Pewnie prawdziwe dane dla całego świata nie będą łatwo dostępne, a tym bardziej weryfikowalne ani wiarygodne, ale spróbuję zawęzić to do Polski.

Wpisałem w google frazę “ile jest pisarzy w Polsce” pierwsze dziesięć wyników z dostępnych pięciu milionów nie odpowiada na moje pytanie. Wszyscy wydają się zainteresowanie jedynie zarobkami pisarzy. Co za prostactwo!

Wyszukanie “Liczba pisarzy w Polsce” również podsuwa artykuły o zarobkach, ale ostatni wynik na stronie to jakaś praca naukowa z dziedziny statyki. Wolałbym prostą liczbę, ale niech będzie.

Tekst zawiera tabele zestawiające liczby książek w latach 1990-2010 i podziały na książki naukowe, popularne i literackie. Po pobieżnym przejrzeniu kilku stron nie jestem pewny czy podane tam liczby stanowią liczbę dostępnych książek wydanych tylko w danym roku czy całkowitą liczbę tytułów dostępnych na rynku, czy poszczególne tytułu są brane pod uwagę tylko raz czy różne wydania jednego tytułu zawyżają statystykę. Nie widzę też definicji książki popularnej i literackiej, więc nie wiem czy to jest kwestia rozróżnienia powieści i literatury faktu czy też przykładowo polski Paulo Coelho zaliczałby się do popularnych książek a Myśliwski do literackich. Sam jest ignorantem, więc skąd mam wiedzieć.

Za to liczba książek w 2005 roku jest mniejsza niż w 2004, więc w moim świecie niepodważalnej logiki to oznacza, że liczby podane dla poszczególnych lat to książki wydane wyłącznie w tym konkretnym roku. A z tym już mogę coś zrobić.

Wybaczcie, że analizuję jakiś artykuł naukowy nie czytając go, ale moim celem tutaj jest siedzenie i pisanie czegokolwiek, a nie kolejny dzień prokrastynacji przez wczytywanie się kogoś innego.

Załóżmy, że faktycznie rozumiem. W poslce w 2010 roku wydano 29539 książek ogółem, a w tym 6190 książek przypisanych do kategorii “literatura piękna”. Dalej jest jeszcze ładniejsza tabelka, która dzieli tę zawrotną liczbę na książki polskie i zagraniczne. Zawrotną, drugą, liczbę. Jest to 2571 książek polskich i 2137 zagranicznych. 

Wy pewnie nie, ale ja potrzebowałem kalkulatora, żeby sprawdzić że te liczby nie dają w sumie ponad sześciu tysięcy. Kolumny w tabelce były podpisane jako “autorzy polscy” i “autorzy zagraniczni” – czyżby autorka artykułu bardzo uprzejmie wzięła pod uwagę fakt, że i w 2010 roku byli ludzie w rodzaju Remigiusza Mroza, którzy… no wiecie?  Pomijam fakt, że nie wiem czy w tym zestawieniu pan Remigiusz należy do autorów książek literackich. Widzę trzy rozwiązania tej zagadki: Albo faktycznie w dziwny i nieoznaczony sposób przeszliśmy z książek na pisarzy, albo autorka wie więcej i poza polskimi i zagranicznymi książkami, są jeszcze jakieś, o których lepiej nie mówić, albo redakcja naukowa nawaliła i komuś zgubiło się dobre półtora tysiąca książek. Brnijmy dalej, powiedzmy sobie szczerze – moje rozważania od początku cechowały się brakiem profesjonalizmu i solidnym marginesem błędu – jak widać, coraz większym.

Aha, dalej znajdziemy dwa interesujące zestawienia. Po pierwsze, podział wydanych w 2010 roku książek literatury pięknej na dorosłe i dziecięce nie tylko sumuje się do nieco ponad sześciu tysięcy, ale każe mi też założyć, że w tej grupie znajdziemy również najgorszy chłam, byle miał fabułę. W końcu mówimy o książkach dziecięcych i młodzieżowych, co nie?:) To samo potwierdza mi obecność niejakiego Jacka Piekary na liście autorów, którzy doczekali się więcej niż pięciu wydań w roku 2010. Nie sprawdzę ile jeszcze autorów wydało więcej niż jedną książkę, ale na pewno do myślenia daje nam tutaj, że 11 pisarzy stanowi 134 z tych (najprawdopodobniej) 2571 książek. 

Dodatkowo cieszy mnie fakt, że odrobina analizy i matematyki każe zakładać, że jeżeli wartości procentowe podziału na książki polskie i zagraniczne są prawidłowe (a oprócz w tabeli znajdują się też w tekście), to po krótkim czary-mary liczba książek polskich plus wyliczona na podstawie procentów liczba książek zagranicznych dają prawidłową sumę. Zapewne to po tamtej stronie był błąd.

Wracając do 11 autorów 134 książek, część z nich – jak na przykład Stanisław Lem – nawet w 2010 roku nie żyła i raczej żadne z nich nie napisało wszystkich tych książek właśnie wtedy. Nie jestem w stanie wróżyć z fusów i założyć ilu jeszcze pisarzu wydało więcej niż jedną książkę ani ilu martwych pisarzy zostało w tym roku wydanych. Mając tę świadomość, pomińmy jakiekolwiek problemy i załóżmy najbardziej optymistyczny scenariusz. Według Wikipedii “Pod koniec 2010 roku ludność Polski szacowana była na 38 200 037 mieszkańców”. Wydano wtedy 2571 książek, a szybka matematyka daje mi ułamek tak mały, że wykrzacza się kalkulator. Nieco dłuższa i prawdopodobnie mniej prawidłowa matematyka daje mi zaokrąglony wynik 0,007%. Maksymalnie tyle procent Polaków w 2010 roku wydałoby książkę. Ale wiemy, że tak naprawdę liczba jest znacznie mniejsza. Oczywiście są osoby, które wydają w swoim życiu jedną książkę. Swoją drogą ciekawe czy łatwiej napisać pierwszą czy drugą książkę i jaki procent pisarzy poprzestaje na jednej, pogrąża się w melancholii, depresji i myślach samobójczych… Może już lepiej nic nie pisać?

W każdym razie zastanawiam się, czy liczba pisarzy wydawanych wielokrotnie i zmarłych nie mogłaby wyrównać pisarzy jednorazowych. Do takich danych na pewno nie dotrę. 

Aż chciałoby się wstawić tutaj jakiś motywacyjny tekst w stylu, że nieważne są te 2571 książek, ważna jest ta jedna… Ale nie, wnioski i motywacje zostawię wam, a słowem zakończenia – po prostu róbmy swoje. Bo co innego.