Categories
Równowaga

Co się dzieje w Polsce?

Jutro wielkie święto upamiętniające ogromny sukces militarny, który miał miejsce 100 lat temu. Dzisiaj rano wchodząc na Onet zobaczyłem dwa nagłówki. GUS opublikuje informacje na temat spadku PKB w drugim kwartaleW sejmie ma odbyć się głosowanie nad ustawą o zwiększeniu pensji posłów i czołowych polityków. Oczywiście nagłówki o ekonomii dosyć szybko zmieniły się w informacje o, teraz już oficjalnie, trwającej recesji i najwyższym spadku PKB od lat, a artykuł o pensjach polityków przytaczał wypowiedzi posłów mówiących o tym, że czuje się traktowani niesprawiedliwie, bo, na przykład, żona pewnego polityka zasiada w radach nadzorczych kilku spółek skarbu państwa i ma dyrektorskie stanowisko w Orlenie, a niektórzy nie mają takich dodatków, i tłumaczących się, że przecież nigdy nie będzie dobrego momentu na tę ustawę, więc po co czekać. 

Aha, artykuł wspominał również, że opozycja popiera projekt.

Oczywiście, że popiera. To tak, jakby pracodawca w moje ręce oddał decyzję ile mam zarabiać. Zawsze wybrałbym najwyższą kwotę, ale to nie znaczy, że firma nie upadłaby po krótkim czasie. A przecież politycy są naszymi pracownikami, opłacanymi, szczodrze, z podatków. Nikt nigdy nie wygrał wyborów obiecując, że podniesie sobie pensje. Absurd. Wydaje mi się, że taka decyzja powinna być podejmowana wyłącznie w wyniku referendum. Ale nie, czemu.

Fakt, że opozycja popiera inicjatywę utwierdza mnie w przekonaniu, że coś jest bardzo nie tak z polskim systemem politycznym.

Jednym z argumentów za podniesiemy pensji polityków jest to, że rządzą krajem i wiąże się to z olbrzymią odpowiedzialnością. Problem w tym, że nigdy jeszcze nie widziałem, żeby polityk był pociągnięty do prawdziwej odpowiedzialności i rozliczony z tego, jak rządzi krajem. Widziałem, owszem, jak politycy byli rozliczani za skandale. Ale zawsze miały one znacznie więcej wspólnego ze zwykła ludzka przyzwoitością i oszustwami niż z rządzeniem krajem. 

Zresztą, porozmawiajmy o odpowiedzialności. Za oknem sejmu panuje recesja, pandemia i społeczne protesty przeciwko dyskryminacji mniejszości seksualnych. Jednocześnie. Wiele osób straciło pracę lub część pensji, ma problemy ze zdrowiem lub żyje w strachu, że ktoś zarazi ich potencjalnie śmiertelną choroba i ktoś śmie w tym momencie mówić o podnoszeniu pensji. Sobie samemu. Czy to jest ta odpowiedzialność, o której mówią? Zresztą, jeśli ktoś jest niezadowolony z warunków, w których pracuje, moze odejść, tak jak w prawdziwym życiu. Każdy może negocjować pensję, ale niekoniecznie sami ze sobą. I nie w takim momencie.

Jako wierzącemu katolikowi jest mi szczególnie trudno patrzeć na to co dzieje się w Polsce. Z politycznych pobudek wymyślono wroga publicznego i ktoś chyba tu nie przewidział do jakich rozmiarów może to urosnąć? W każdym razie ze wsparciem kościoła katolickiego ktoś tutaj toczy z góry przegraną obyczajową wojnę w imię konserwatyzmu i przy okazji urządza wielu ludziom piekło na ziemii. Ze wsparciem, dodajmy, kościoła, który działa wbrew swoim najważniejszym wartościom i w imię konserwatyzmu rozumianego w sposób pokrętny i szkodliwy.

Uważam, że dzisiaj księża sami powinni wieszać tęczowe flagi przed każdym kościołem w Polsce. Jest mi wstyd, że tego nie robią.

Michał Hyliński

Bo jakie są najważniejsze wartości kościoła? Ani w grzechach głównych ani w dziesięciu przykazaniach nikt nie wspomina o dyskryminowaniu mniejszości seksualnych. Mówią za to o byciu dobrym dla bliźnich, szacunku dla innych i ogólnej ludzkiej przyzwoitości. A “nie cudzołóż” i “nieczystość”? Proszę was, jakoś nikt nie dyskryminuje polityków (dla przykładu), którzy zdradzają partnerów lub żyją w niesakramentalnych związkach. Zresztą, przykazanie mówi tylko o cudzołóstwie, interpretacja co jeszcze wchodzi w jego zakres to… no cóż, tylko interpretacja.

Dobra ilustracją tego wydaje mi się  fragment książki “Lsnij, morze Edenu”.  Przygotujcie się na krótką dygresję z drobnym, raczej nieszkodliwym spojlerem dla tej dziwacznej książki. Władza w grupie rozbitków na bezludnej wyspie zostaje w pewnym momencie przejęta przez pewnego biskupa i miliardera. Panowie, jak twierdzą, obawiając się porzucenia przez rozbitków standardów cywilizacji i pojawienia się przemocy oraz anarchii narzucają wszystkim konkretne zasady. Pod karą aresztu lub chłosty zabronione są, na przykład, zdrada małżeńska i prostytucja. Jedna z bohaterek książki zostaje zmuszona do prostytucji, żeby zdobyć lek dla swojego syna-astmatyka. Gdy wychodzi to na jaw zostaje skazana, a mężczyzna, który skorzystał z zapłaty z tej formie, jak się okazuje, miał prawo do dysponowania swoją własnością zgodnie z uznaniem i pozostaje niewinny. Prawo powinno być sprawiedliwe, a to, jak wykorzystuje się w Polsce tradycje chrześcijańskie niezmiennie kojarzy mi się właśnie z takim wypaczeniem. Koniec dygresji.

Zresztą, wiecie, co nie pozostawia pola do interpretacji? “Nie czyń bliźniemu co tobie niemiłe”. Może nie jest to przykazanie, ale na pewno bardzo dobre streszczenie przykazań. A homoseksualiści wcale nie chcą legalizować związków z homofobami tylko z innymi homoseksualistami. Nikt nie każe się nikomu ze sobą zaprzyjaźniać, a tylko się tolerować i pozwolić sobie żyć jak równy z równym.

Dość o kościele. Jeśli chodzi o lęk przed edukacją seksualną, to przecież nic nowego. Za moich czasów ten przedmiot nazywał się “wychowanie do życia w rodzinie”, ale jak w wielu przedmiotach w polskim szkolnictwie nazwa była bez sensu. To zresztą temat na inny wpis, ale na WDZPR nikt nie uczył o tym jak żyć w zgodzie z najbliższymi, co chyba jest główną umiejętnością sugerowaną przez tytuł, za to uczył o drugorzędnych cechach płciowych i co sprawia, że chłopiec to chłopiec a dziewczynka to dziewczynka. Tak, to była edukacją seksualną i jedyne, co teraz się proponuje to sensowna nazwa i rzetelny program nauczania.

Wspomniałem wcześniej, że uważam walkę z LGBTQ+ za z góry przegraną. To jest wyłącznie kwestia czasu kiedy mniejszości seksualne będą traktowane z szacunkiem i będą cieszyły się takim prawami jak heteroseksualiści.  Łącznie z prawem do adopcji dzieci przez pary jednopłciowe, bardzo potrzebnym patrząc na to ile dzieci w Polsce potrzebuje normalnego domu. Czemu uważam, że to tylko kwestia czasu? Kojarzycie sytuacje, w których grupa krzykaczy w internecie jest tak głośna, że wydaje się jakby reprezentowali powszechną opinię? W realu jest przecież tak samo. Myślę, że ludzie, którzy w tej chwili dyskryminują mniejszości seksualne to właśnie taką grupa krzykaczy i takie tam Mietki, które płyną z prądem, powtarzają mniej lub bardziej szkodliwe głupoty i przestaną jak tylko zorientują się, że krzykaczy nie jest tak dużo jak się wydawało. 

Świętujemy setną rocznicę cudu nad Wisłą. Wiecie co, sto lat to nie tak dużo, prawda? W 1920 roku kobiety miały prawo wyborcze w Polsce od niecałych dwóch lat (w takiej Szwajcarii, i to niecalej, prawo wyborcze kobiety wywalczyły dopiero w 1971 roku, a w Arabii Saudyjskiej w 2015…) Niecałe sto lat temu, w latach dwudziestych kobiety zaczęły też nosić spodnie. Zanim zwyczaj się nie rozpowszechnił, kobiety w spodniach były… transwestytami. Aż dziw bierze, że nie wszyscy to rozumieją i odmawiają praw i wolności innym ludziom.

Żyjemy w czasach przemian kulturowych, z których wiele miało miejsce całkiem niedawno, a traktujemy je jak odwieczne prawidła. Jako Rządzący, reprezentujacy ustawodawczo Polaków, mogą stać na czele sprawiedliwości i rozwoju albo kontrproduktywnie włączyć z tymi wartosciami, marnować czas i uprzykrzać życie ludzi, którzy potrzebują równego traktowania. Sami oceńcie, czy dobrze wykonują swoją pracę.

Wydaje mi się, że w tej chwili rządzący po prostu nie zasługują na podwyżkę