The Morning Show

W tekście są spojlery dotyczące fabuły i strukturt serialu. Jeśli chcieliście i tak obejrzeć, nie czytajcie. To nie jest recenzja, tylko kilka wniosków po seansie.

Serial jest dla mnie fabularyzowaną rozprawką. 

Z jednej strony pokazuje on relację Bradley i Cory’ego, prezenterki i znacznie wyżej postawionego szefa dwóch działów w telewizji i kontrastuje ją z relacjami, które miał ze współpracownikami Mitch. To porównanie stara się dowieść trzech rzeczy. Po pierwsze, że jest możliwa koleżeńska relacja między szefem a pracownikiem, mężczyzną i kobietą bez elementu seksu. Po drugie, że cholernie niezręcznie taka relacja wygląda w świecie, w którym mamy się na baczności i wszędzie widzimy podteksty, a po trzecie, że bez seksu, za obopólną zgodą czy bez niej, może utworzyć się pewna lojalność, która sprawia, że ludzie są w stanie robić dla siebie nawzajem przysługi bez szantażowania lub wyciągania “quid pro quo”.

Z drugiej strony są relacje Mitcha. Żona, do pewnego momentu tolerująca zdrady. “Oficjalna” kochanka, która sama podejmuje decyzję o zerwaniu i jest przez to przeniesiona do innego zespołu. Krótkie zrywy namiętności między przyjaciółmi i współprowadzącymi. Koleżanki z pracy notorycznie obrzucane żartami i uwagami o mniej lub bardziej wyraźnym podtekście. Wreszcie ofiary molestowania, które znajdowały się w sytuacji bez wyjścia i nie były w stanie odmówić szefowi, autorytetowi, sławnej personie, za cenę swojej pracy i kariery.

Z trzeciej strony poznajemy sekretny romans producentki niższego szczebla z prezenterem pogody. Jest jasno pokazane, że to normalny związek, chociaż pan pogodynka i tak ma wątpliwości czy nie wykorzystał swojej pozycji, żeby uwieść młodszą kobietę.

Obok tego jest jeszcze środowisko, w którym polował drapieżca. Poznajemy je tuż po wybuchnięciu skandalu, grupę współpracowników zszokowanych, że coś takiego mogło mieć miejsce przed ich oczami. Że nic nie zauważyli. Jednogłośnie potępiających i odcinających się od oskarżonego. Poznajemy bohaterów zdefiniowanych przez ich reakcje na temat skandalu, sposób w jaki przystosowują się do zmiany prowadzącego, nastawienie do nowej gwiazdy programu, która wnosi powiew świeżości do tego dosyć skostniałego środowiska. Mamy dobrych kilka godzin, żeby ich poznać i polubić.

A wtedy twórcy cofają się o półtora roku do tyłu i serwują nam odcinek-retrospekcję. I dowiadujemy się, że o ile nikt nie wiedział o konkretnych gwałtach czy molestowaniu, to Mitch miał znane romanse, etykietkę kobieciarza i opinię świntucha. Że współpracownicy tańczyli jak im zagrał, śmiali się z jego dwuznacznych odzywek i niepoprawnych żartów, a na urodziny zatrudniali tancerki kabaretowe i śpiewali świńską piosenkę. A to wszystko w obecności jego żony, z którą kilka minut wcześniej kłócił się w samochodzie z powodu kolejnego romansu. 

Więc o ile bohaterowie mogli nie dostrzegać konkretnych przestępstw seksualnych, to nie dlatego, że były one głęboko skrywane, lecz dlatego, że Mitcha tolerowali i przymykali oczy. Tak jak jego największe ofiary, nikt nie był w stanie powiedzieć “nie” gdy Mitch powoli przesuwał granicę. A szef stacji chroni swoją kurę znoszącą złote jaja bez względu na cenę, ale do czasu.

Twórcy pokazują nam też perspektywę Mitcha. Poczucie pokrzywdzenia, skupienie na braku radykalnej odmowy jego ofiar, wyolbrzymienie krzywdy, jakiej doznał. Jego dotychczasowe życie kończy się już w pierwszym odcinku, gdy traci pracę i żonę. Chociaż nikt nigdy nie wspomina o sprawie karnej a prezenter traci tylko część majątku ze względu na rozwód, jego życie jest dla niego równoznaczne z jego reputacją. Mitch traci wiele, ale wiele nadal ma. Bez problemu mógłby zaszyć się w jednej ze swoich posiadłości i wieść spokojne życie zniesławionego emeryta. Jednak jakiekolwiek pogorszenie statusu quo jest dla niego wielką porażką, więc całą uwagę skupia na zrobieniu z siebie ofiary i zemście na innych, współwinnych przez swoją ślepotę lub niemą akceptację. A przecież, jak mówi mu Cory w jednym z ostatnich odcinków, jeżeli przyznałby się i zaczął drogę do odkupienia, mógłby wygrać drugą rundę dla siebie. Ludzie uwielbiają kiedy inni rozumieją swoje błędy i próbują za nie zapłacić, a opinia publiczna nieraz już się zmieniała.

I bardzo dobrze, że koniec końców twórcy serialu nie dają mu na to szansy. Że decydują się urwać historię w momencie, gdy jedna z ofiar płaci ostateczną cenę za czyny Mitcha (Do której zmusiły ją okoliczności… lub ktoś inny?) a szef stacji zostaje oskarżony o tuszowanie molestowania. Zakończenie jest znakomite i mam nadzieję, że właśnie takie pozostanie, chociaż z żalem dowiedziałem, się, że są spore szanse na kontynuację.

W rozprawce napisanej przez twórców jest jeszcze jeden wątek, być może ważniejszy niż samo omówienie okropieństw molestowania seksualnego i kultury przyzwolenia. Jeżeli rozrysowane relacje w studio mają oparcie w rzeczywistości, jest dla mnie przerażające jak fałszywe są osoby publiczne, które często są dla nas wzorami sukcesu, autorytetami i, po prostu ludzi, których ekranowe persony lubimy. Mam nadzieję, że będzie więcej produkcji pokazujących, że to co widzimy na ekranie nie zawsze jest prawdą, a nasze wzory sukcesu są w stanie przybrać fałszywy uśmiech co najwyżej na 2 minuty kiedy kamera jest skierowana prosto na nich.

A podsumowując i wracając do głównego tematu, brak wypowiedzianej głośno odmowy nie oznacza dobrowolnej zgody. Tę może dać tylko jasny komunikat z potwierdzeniem. Drobne występki nie oznaczają, że ktoś naprawdę krzywdzi innych gdy nie widzimy, ale brak jasnej krytyki tych drobiazgów może sprawić, że nie zobaczymy gdy dzieje się coś naprawdę złego