O recenzjach

Miałem ostatnio takie przemyślenie. Uwaga, w akapicie niżej prawdopodobnie upraszczam i zgaduję, ale co do zasady myślę, że nie mylę się za bardzo.

Typowy widz ogląda kilkadziesiąt filmów rocznie. Typowy recenzent – kilkaset. Typowy recenzent smartfonów sprawdza kilkadziesiąt urządzeń rocznie – typowy użytkownik smartfona korzysta z jednego telefonu przez dwa lata. Widzicie dysproporcję?

Recenzent czegokolwiek powinien być ekspertem w danej dziedzinie. Bez dwóch zdań. Jeżeli nie znasz się na czymś znacznie lepiej niż typowy odbiorca danego produktu, nie powinieneś zajmować się testowaniem tego na pełen etat. Jasne, są recenzje różnych produktów na blogach i portalach, pisane przez osoby, które nie znają całego rynku, ale to zawsze są raczej opinie niż rzetelne testy. Cóż, najlepszym przykładem tego są teksty o filmach, które czasami piszę. Niezbyt kompetentne, skupiają się bardziej na moich odczuciach niż na merytorycznej, przekrojowej analizie danego dzieła. Obiecuję, że jak kupię sobie nowy telefon, na pewno napiszę jego recenzję – i prawdopodobnie będzie to naprawdę niepowtarzalna, niefachowa opinia. Prawdziwy recenzent powinien bardzo dobrze wiedzieć o czym pisze.

W takim razie powinniśmy się cieszyć, że tester telefonu ma styczność ze sto razy większą liczbą smartfonów niż ich użytkownik. Tylko że dysproporcja jest tak duża, że recenzent może zacząć zwracać uwagę na detale, które nie powinny mieć znaczenia. Może mieć zaburzoną perspektywę. Może nie mieć czasu dokładnie sprawdzać urządzeń. Może zacząć porównywać produkty zamiast je recenzować. Przez porównanie wytykać rzeczy, które nie są wadami, a po prostu innymi wyborami. Które mogą się podobać bardziej lub mniej, w zależności od preferencji użytkownika.

Weźmy na przykład obudowę telefonu. Utarło się, że lepszym materiałem jest tutaj szkło. Z tego, co wiem, to właśnie z niego zbudowane są plecki większości najdroższych smartfonów. Plastik z kolei jest tym gorszym tworzywem. Tyle tylko, że plastikowe plecki telefonu raczej nie pękną po upadnięciu, łatwiej je zdjąć w celu naprawy jakiegoś elementu lub wymiany baterii i są lżejsze. Nie wiem, jakie zalety ma tutaj szkło, ale wydaje mi się, że ten element powinien być wyłącznie kwestią gustu, a ewentualna recenzja powinna skupić się tutaj na informacji o zastosowanym tworzywie i tym czy w czasie recenzji łatwo się rysowało, palcowało lub pękąło. A nie o tym czy konkurencja w podobnej półce cenowej używa tworzywa A lub B.

Innym przykładem może być ekran. Bardzo często widzę informację, że w danym telefonie został zastosowany “tylko” panel IPS zamiast amoled. “Tylko” odświeżanie 60Hz zamiast 90. Rozdzielczość “tylko” HD+ zamiast full HD+ albo quad HD+. A potem okazuje się, że w Iphonie SE ten panel IPS o niższym odświeżaniu i rozdzielczości jest lepszy niż amoledy u konkurencji. Bo przecież w recenzji nie powinno się przepisywać specyfikacji, tylko pisać jak komfortowo z danego sprzętu się korzysta. 

Dokładnie tak samo sprawa ma się z baterią, ramem czy procesorem. “W telefonie zastosowano małe ogniwo, które zapewnia zaskakująco długi czas pracy”. “Niestety, znalazł się tutaj zeszłoroczny procesor, podczas gdy konkurencja korzysta już z…” “Mimo 4 GB ramu telefon działa płynnie.” Jasne, za trzy tysiące można kupić jeszcze lepszy telefon, za pięć taki, który będzie działał dobrze przez dziesięć lat (jeśli  po drodze kilka razy wymienisz baterię), a za siedem dostaniesz smartfona bezkompromisowego (dopóki nie potłucze się po spadnięciu na beton). Ale to że mogę kupić telefon, który ma 12 GB ramu nie znaczy, że ten z czterema jest słaby. Wychwalany w tym roku procesor już za kilka miesięcy będzie zeszłorocznym badziewiem, a cały cyferkowy wyścig już się zatrzymał. Kiedyś faktycznie było tak, że aparaty znacząco się poprawiały, ramu przybywało, dzięki czemu strony i aplikacje mogły być coraz bardziej skomplikowane. Teraz? Jeśli myślicie, że za rok telefony za 300 zł nie będą dwa razy więcej ramu niż teraz, to obawiam się, że możecie się rozczarować. W tym aspekcie cyferki się ustabilizowały, podobnie zresztą jak w laptopach, i pewnie zostaną w miarę stałe na dłużej. I tak jak fakt, że mogę kupić komputer, który ma kilkadziesiąt GB ramu nie znaczy, że mój komputer z ośmioma GB jest mało wydajny, tak samo to, że mam w telefonie trzy czy cztery GB ramu nie znaczy, że będzie mi się z niego źle korzystało.

Tak samo to, że mój telefon z panelem IPS LCD nie będzie miał czerni tak prawdziwej jak amoled ma znaczenie wyłącznie w jednej sytuacji. Kiedy położę przed sobą dwa ekrany i porównam. Pamiętam jak Jacek Bonecki wychwalał swoje LG G6 – mówił, że IPS nie przekłamuje kolorów, więc może łatwiej przejrzeć i wstępnie zedytować zdjęcia w trasie. Ja nie jestem profesjonalnym fotografem, za to staram się choć trochę dbać o swój wzrok i mózg. Od czterech lat mam zawsze włączony w telefonie tryb czytania, który ogranicza ilość niebieskiego światła emitowanego przez ekran. Wszystkie kolory w moim telefonie są nieco żółte. Różnica szokuje mnie za każdym razem, gdy dla porównania na chwilę wyłączę ten tryb. Potem przyzwyczajam się w parę minut. Nie zamierzam z tego rezygnować, więc jak najatrakcyjniejsze odwzorowanie kolorów ma dla mnie co najwyżej drugorzędne znaczenie.

Zresztą tak samo jest z rozdzielczością i częstotliwością odświeżania ekranu. Znacznie ważniejsze jest dla mnie to, żeby bateria trzymała jak najdłużej. Wysoka wartość tych dwóch cech, tak często wymieniana jako zaleta, ma bezpośredni wpływ na wydajność baterii. W przeciwieństwie do wielu recenzentów, nigdy nie noszę przy sobie ładowarki do telefonu ani powerbanków i nie zamierzam zaczynać. A do tego mając rozdzielczość ekranu 720p wiem, że youtube nigdy nie włączy automatycznie full hd gdy korzystam z danych mobilnych i nie zje połowy transferu w parę godzin.

A do tego każdy z tych elementów w efekcie jest tańszy, więc pozwala mi kupić telefon w akceptowalnej cenie.

Nie piszę tego wszystkiego, żeby narzucać komukolwiek kupno tanich telefonów lub skreślać recenzentów. Zresztą, każda recenzja ma trzy cele: ma się klikać, ma się czytać i ma opisać produkt. Myślę, że właśnie taka jest kolejność. Redaktorzy portali technologicznych nie wyżyliby gdyby ich testy czytały wyłącznie osoby rozważające zakup danego sprzętu. Przede wszystkim mają dać czytelnikom rozrywkę. Czy taka przyjemność jest wartościowa to temat na zupełnie inny wpis.

To, co tak naprawdę chciałbym przekazać: 

Wyścig na cyferki stracił sens. Jest mnóstwo bardzo dobrych telefonów w różnych półkach cenowych. Telefon droższy na pewno będzie miał lepsze cyferki, ale czy na pewno byłby lepszy dla mnie?

Przez ręce recenzentów gadżetów przewalają się dziesiątki smartfonów. To oznacza, że mają oni niewiele czasu, żeby dokładnie poznać dane urządzenie, za to dużo porównania z innymi urządzeniami dostępnymi na rynku. Czyli dokładnie odwrotnie do typowego użytkownika, który korzysta z jednego telefonu przez parę lat, ale porównanie ma prawie zerowe. To naprawdę zupełnie inna perspektywa.

Dla mnie recenzja powinna być rzetelną opinią o danym produkcie w oderwaniu od innych. Jeśli będę chciał przeczytać porównanie rynku w danym segmencie cenowym, przeczytam taki materiał a nie pełną recenzję.

Recenzja powinna być też rzetelną opinią o danym produkcie opartą na faktycznym doświadczeniu z korzystania z niego. Liczy się to czy aparat robi ładne zdjęcia a nie czy ma 108 pikseli albo czy nagrywa wideo w 4k i 60 klatkach. Czy działa szybko, a nie ile ma ramu. Jeżeli będę chciał przejrzeć specyfikację danego modelu telefonu, przejrzę tabelkę ze specyfikacją. Jasne, takie dane też są ciekawe, i nie widzę nic złego w tym, żeby były zamieszczone w recenzji, ale to doświadczenie a nie dane powinny być na pierwszym planie. Zresztą, nie chcę niczego insynuować, ale być może jest powód dlaczego w części recenzji widać więcej suchych danych niż wrażeń z użytkowania. Być może ten powód jest powiązany z faktem, że recenzent nie ma zbyt wiele czasu na pojedyncze urządzenie? Nie wiem, nie jestem recenzentem.