Iphone, czyli wpis o niczym.

Od jakiegoś tygodnia próbuję napisać coś zahaczającego o temat telefonów komorkowych. Od jakiegoś tygodnia codziennie czytam i oglądam materiały na temat nowego Iphone’a SE. Przypadek?

Bardzo podoba mi się ten telefon. Wygląda naprawdę ładnie, robi świetne zdjęcia, ma działać przez najbliższe pięć lat. I na dodatek jest tani, przynajmniej w porównaniu do innych iphone’ów. Kosztuje trochę ponad 2000 złotych.

A to oznacza, że ponad dwukrotnie przekracza moją mentalną barierę. 

Z telefonami jest tak, że każdy, który kupuję jest droższy od poprzedniego. Mój pierwszy smartfon kupiłem w wakacje  2011 roku za ponad 400 złotych. Zakup w dużej części finansował mój dziadek, a sam telefon wytrzymał jakieś dwa, trzy lata. Myślę, że teraz nie wymieniłbym go na nowy, a raczej samodzielnie naprawił, ale czasy były inne, technologia galopowała, a świadomość tych urządzeń była znacznie niższa. Więc kupiłem drugi telefon, jesienią 2014 roku, za ponad 500 złotych, finansowany częściowo przez rodziców. 

Rok później zacząłem pracować zarobkowo i uznałem, że skoro pracuję w IT, mogę w wolnych chwilach czytywać o technologiach. I tak zostałem czytelnikiem kilku portali, które w bardzo dużej mierze skupiały się na nowinkach właśnie w świecie smartfonów. O ile dwa telefony, o których napisałem wcześniej wybierał Michał-laik, nie wiedzący praktycznie nic poza faktem, że mają je podobno w niezłej cenie w tym punkcie, tak od, powiedzmy 2016 roku jestem całkiem nieźle obeznany z rynkiem i jestem w stanie, dla przykładu, wymienić kilka najpopularniejszych marek i nazwy flagowych modeli konkretnych producentów.

Jest to w sumie nieco niepokojące, ale mniejsza z tym.

Ważne jest to, że kupując kolejny telefon, zrobiłem to nie z rzeczywistej potrzeby, ale dlatego, że poprzedni model na przełomie 2016-2017 roku po prostu już mi się znudził. Oddałem go mojej mamie, która korzystała z niego przez kolejny rok, zanim nie znalazł się w rodzinie kolejny wolny telefon.

A sam kupiłem telefon, na który byłem nahypowany, za, jeśli dobrze pamiętam, 670 złotych. Korzystałem z niego bardzo intensywnie aż do niedawna, dwa razy sam wymeniłem potłuczony ekran, a raz baterię, i korzystałbym z niego do teraz, gdyby nie fakt, że po którymś już  z kolei upadku całkiem odmówił posłuszeństwa. Być może jeszcze go naprawię – do zepsucia nie kupiłem kolejnego telefonu.

Przez jakiś miesiąc korzystałem z mojego poprzedniego telefonu, który mimo sześciu lat na karku (licząc od premiery) nadal działa i robi zdjęcia. Zdjęcia nadal robi fajne, a działa gorzej – Kiedy logowałem się do banku, nie mogłem sprawdzić smsa z kodem, ponieważ przeglądarka zamykała sesję. (Chyba chodzi o ilość ramu, ale co tak naprawdę zmieniło się przez tych kilka tat? Nie wiem.) Trzeba było podejrzeć kod z małego okienka podglądu smsa. Wszystkie inne operacje działały po prostu z wyraźnym opóźnieniem.

Było to jednak niedogodnością, dlatego w tej chwili korzystam z kolei ze starego telefonu mojej siostry, redmi 4a, który premierował w lutym 2017 roku w cenie 599 złotych. I ten telefon nadal działa tak dobrze, jak tego potrzebuję. Aparat jest w porządku, wszystko, co chcę zrobić działa, i to bez żadnych upierdliwych opóźnień. 

Dlaczego o tym wszystkim piszę?

Chodzi o to, że iphone, którego nie kupię, robi mniej więcej to samo, co mój telefon. Wszsytko robi po prostu szybciej, a zdjęcia z jego aparatu są jeszcze lepsze. Jeszcze, bo zdjęcia, które robię teraz są bardziej niż OK. Inne różnice się zerują – ja nie wykonam płatności NFC, Iphone nie obsługuje posiadanych przeze mnie słuchawek i innych kabelków. Teraz nie mam certyfikowanej odporności na zachlapanie (co nigdy nie powstrzymywało mnie przed odebraniem telefonu w deszczu), do iphone’a nie włożę drugiej karty sim lub karty pamięci (wiem, że obsługuje drugie e-sim, ale nie wiem, co to jest, i mój operator najwidoczniej też nie). No i Iphone, przynajmniej na zdjęciach i filmach, wygląda rewelacyjnie. Ale mój telefon ma większy ekran i wbudowany pilot do telewizora.

W każdym razie, jestem pewny, że takie rzeczy można wymieniać bardzo długo i w końcu po prostu i tak się wyzerują. Faktem na pewno pozostanie to – iphone SE zrobi wszystko szybciej a zdjęcia będą jeszcze ładniejsze. Aha, i ma jeszcze coś w rodzaju gwarantowanych przez producenta pięcioletnich aktualizacji systemu i bezpieczeństwa. Tego ja nie mam. Mam starą wersję systemu i aktualizacje poszczególnych aplikacji, po których zazwyczaj nie widzę żadnej różnicy. Nie wiem, czy aktualizują one akurat bezpieczeństwo. Taka pewność jest zdecydowanie atutem iphone’a.

Ale atutem mojego obecnego telefonu jest jego cena. Pomijając fakt, że dla mnie ten akurat smartfon był całkowicie darmowy, przez ostatnie dziewięć lat wydałem na telefony w sumie mniej niż 1800 złotych (zaokrąglam w górę). Iphone kosztuje 2200. Ponad dwa razy więcej. Za telefon, który, według recenzentów ma służyć mi pięć lat (w założeniu, że kupię go już teraz), a dwie ostatnie aktualizacje podobno mają go sztucznie spowolnić (podobno zazwyczaj tak się dzieje).

Być może jestem skąpy. Być może mentalnie biedny. Myślę, że gdyby w przedsprzedaży telefonu była promocja 50%, nie powstrzymałbym się przed zakupem. Ale teraz z każdym miesiącem główny argument – aktualizacje przez pięć lat od premiery – będzie coraz słabszy. Nie wiem, co by się musiało stać, żebym kupił ten telefon. Bardzo chciałbym kiedyś mieć iphone’a, ale po prostu mnie na niego nie stać.