Pamiętnik z kwarantanny 4, czyli jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz

Wydaje mi się rozsądnym stwierdzenie, że obecna sytuacja – nie epidemia, ale izolacja społeczna  – jest bardzo ciekawym sprawdzianem tego, jakie sprawiliśmy sobie życie.

Piszę te słowa w Wielką Niedzielę. Mamy święta wielkanocne, które wiele osób po raz pierwszy spędzi w mniejszym gronie. Parę osób w pracy mówiło mi, że to takie święta – nie święta.  Odpowiadałem, że to pierwsza wielkanoc, którą możemy spędzić dokładnie tak, jak chcemy. Nikt nie mówi nam, że trzeba zrobić jeszcze coś. Nie musimy przejmować się, że jakiś krewny uzna, że było za mało albo za dużo jedzenia. Nie trzeba robić dodatkowego garnka wegetariańskiego żurku, żeby wszystkim dogodzić. Robię to, co chcę. Wybieram te tradycje, które mi odpowiadają. Jem śniadanie, a potem przez cały dzień oglądam serial. Niech będzie.

Ktoś odpowiedział mi, że samemu nic nie zrobi. Co roku przyjeżdża na gotowe. Ja mam dokładnie to samo. Ale to nie znaczy, że te tegoroczne, znacznie bardziej kameralne święta nie są tak samo wartościowe. Mogą nawet być ważniejsze niż zwykle, bo pokazują nam co możemy stracić. 

Jedno jest pewne – jeśli nie ugotowałbym w tym roku żurku, nie zjadłbym go dzisiaj na obiad. I to samo tyczy się wielu innych rzeczy.

Od miesiąca wiele osób pracuje z domu, od dwóch tygodni nie można wychodzić na solidniejszy spacer. Podobno w Internecie można znaleźć mnóstwo lamentów osób, celebrytów, którzy mają duże, luksusowe mieszkania albo domy z ogrodami, ale bardzo przeżywają obecną sytuację. Są uziemieni, nie mogą wyjść. Paskudna sytuacja.

Oczywiście każdy ma prawo przeżywać ten czas zgodnie ze swoimi emocjami, dzielić się tym z innymi i solidaryzować w Internecie. Nie chcę tutaj w żaden sposób sugerować, że bogate osoby nie mogą źle się czuć w swoich domach. Wręcz przeciwnie. Mogą. I doskonale to rozumiem.

Bo tak jak napisałem, myślę, że to znakomity sprawdzian dla naszej sytuacji życiowej. Jeśli ktoś otacza się bliskimi, mieszka w miejscu, w którym dobrze się czuje, naturalnie będzie lepiej sobie radził w takim rodzinnym odosobnieniu. Jeśli ktoś kupuje duży dom z ogrodem tylko dlatego, że tak trzeba, jeśli decyduje się na życie z kimś na siłę, bo to właściwy kolejny krok…. To nie jest tak, że każdy, kto ma dom z ogrodem musi lubić to swoje miejsce. 

Więc rozumiem, że ludzie narzekają, ale obawiam się, że mogą nie rozumieć, dlaczego to robią. Co im przeszkadza. I może ten nadal trwający moment spowolnienia to odpowiedni czas, żeby faktycznie zastanowić się nad tym, czy organizujemy naszą codzienność w sposób, który faktycznie nam służy?

Głęboko wierzę, że można tak właśnie ogarnąć swoje codzienne zajęcia i swoją przestrzeń życiową. I to przecież jest totalny truizm. Każdy to podświadomie rozumie. Wiadomo, że są osoby, które najlepiej czują się spotykając się ze znajomymi poza domem, ale wiadomo jak jest – dostępna obecnie infrastruktura komunikacyjna jest naprawdę zaawansowana. Znam sporo ekstrawertyków, i z tego, co mi mówią, daje radę utrzymać kontakt ze znajomymi bez wychodzenia z domu.

Nie chcę być źle zrozumiany. Jest dla mnie w stu procentach jasne, że panująca obecnie sytuacja obniża jakość naszego życia. Wszystkim. Ale wydaje mi się, że niektórzy przeżywają to znacznie mocniej. Być może dlatego, że coś w ich życiach jest nie tak. I to może być dobry moment na odrobinę autodiagnozy.

To tyle kazania na Wielką Niedzielę:)