Pamiętnik z Kwarantanny 2

Można powiedzieć, że w poprzednim odcinku pisałem o domu, pracy i internecie. Dzisiaj kilka słów o trzech innych miejscach.

Szkoła

Cała obecna sytuacja bardzo uświadamia mi w jakiej bańce żyjemy. Jeszcze w weekend chodziło mi po głowie czy we wszystkich domach, gdzie jest, na przykład, dwójka dzieci jest też odpowiednio dużo komputerów i smartfonów, żeby dzieciaki mogły się zdalnie uczyć. Uznałem, że pewnie tak. I Internet też jest. Jasne, byłem przez jakiś czas skazany tylko na sieć mobilną, ale to przecież hipsteriada totalna była. W normalnych domach tak nie ma. 

Ta, jasne. Wczoraj w Onecie pojawił się reportaż o tym jak to wygląda na wsi. Ludzie miewają znacznie więcej dzieciaków, sieć ma znacznie gorszy zasięg, infrastruktura nie jest dociągnięta wszędzie. Wymieniony był przypadek rodziny z 11 dzieci, wspomnieni byli rodzice, którzy jadą specjalnie w miejsce, gdzie łapie internet i ściągają zadania dla uczniów. A potem jadą tam jeszcze raz, żeby wysłać nauczycielom odrobioną pracę. Jak masz dziecko, dwójkę, trójkę, jesteś dobrze sytuowany, możesz dać im starego laptopa, zapewnić komputer, jakiś tablet, smartfona. (Swoją drogą, jak kupowałem w 2011 roku pierwszego smartfona, za 400 zł, wcale nie miałem wrażenia, że jest tani. Co się porobiło.) Ale jak długo można skalować takie wydatki i luksusy? Masz piątkę dzieciaków? Ósemkę? Więcej? A część dorosłych też przeniosła pracę do domu, ale nie dostali komputera służbowego. Na codzień wcale o takich sytuacjach nie myślę, ale nawet jeśli to dotyczy procenta społeczeństwa, to nadal są dziesiątki tysięcy ludzi. 

Przez lata mówiło się i wyśmiewało różne inicjatywy. Tablet dla ucznia, laptop dla ucznia… Teraz pojawiają się głosy, że pominięcie tego było błędem. Ale z drugiej strony jest to patowa sytuacja. Gdyby rząd zrobiłby program, poszłyby na to miliony, teraz tysiące uczniów miałoby jak uczyć się z domu. Ale czy na pewno. No nie byłyby to pewnie żadnego Ipady. Raczej tanie sprzęty z przetargu. Jak dobrze by teraz działały? Internet by łapał? W tej chwili media kręciłyby reportaże o non-stop restartujących się, rozładowujących się urządzeniach, które nie potrafią uciągnąć telekonferencji. A może jednak dostarczyli by wszystkim uczniom dobry sprzęt, najlepiej odświeżany raz na parę lat? Przecież nie daliby im żyć, jakie marnowanie pieniędzy. 

Prawda jest taka, że sytuacji, którą mamy teraz nie dało się przewidzieć. Pewnie równie prawdopodobne byłoby to, że światowy internet by padł. Nie znam się, nie cytujcie mnie.

Jest jeszcze jedna ciekawa, patowa sytuacja ze szkolnictwem. W niedzielę Karol Paciorek prowadził live na Youtubie, przyjmował telefony od słuchaczy. Zadzwoniła dziewczyna w wieku szkolnym. Brzmiała na gimnazjum, więc obstawiam, że obecnie jest to przełom podstawówki i liceum. Mówiła, że najbardziej lubi matematykę, ale że ten e-learning w ogóle nie działa. Jak to? No bo katecheta wysłał im maila, że mają przeczytać dwie katechezy tygodniowo, i tyle. Nie chce sprawdzać czy faktycznie to robią, nie chce robić żadnych telekonferencji, zadań domowych, testów online. Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby katecheta kazał dzieciakom robić jeszcze więcej. Rozsądny typ. Przecież jakby się okazało, że cisną dzieci z religii, byłby skandal, moim zdaniem zasłużony. Ale najwidoczniej niektórzy mają na to inną inne spojrzenie. Tak źle, i tak niedobrze.

Każdy żyje w swojej bańce. Ktoś mi kiedyś mówił: “co ty wiesz o życiu? Przecież ty nie masz żadnych problemów.” Życie bez problemów to też życie. To nie jest tak, że jeden wie więcej o życiu niż inny. Każdy zna wyłącznie ten fragmencik, ten swój, własny.

Sklep

Inny rozmówca w tym samym livie. Dziewczyna, studentka, pracuje w sklepie spożywczym. Karol pyta czy widać, że ludzie teraz częściej płacą zbliżeniowo. Nic podobnego. Częściej płacą gotówką. Afera się zaczęła, mnóstwo osób wypłaciło gotówkę – na wszelki wypadek. Ja też tak zrobiłem, ale nadal płacę wyłącznie kartą. I tutaj znowu pojawia się bańka. Pewnie taki typowy emeryt jak wypłaci, powiedzmy, klika stówek czy tysiaka, to nie może już za wszystko płacić kartą, bo wszystkie swoje bieżące pieniądze ma wypłacone. System bankowości elektronicznej w Polsce jeszcze nie upadł, całe szczęście. Ale dla tego emeryta to i tak już nie ma znaczenia. Inna sprawa – według słuchaczki zdecydowana większość klientów to stali klienci, starsi. Przed zarazą przychodzili codziennie do sklepu kupić parę rzeczy i dokładnie tak samo postępują teraz. Wielki szok. Bo wszyscy w moim otoczeniu zabarykadowali się w domach i chodzą do sklepu raz, dwa razy na tydzień kupić wszystko, co potrzebują. O ile jeszcze nie zabarykadowali się w domach z jeszcze większymi zapasami. Ale moje otoczenie – to ludzie trzydziestoletni.

Las

W całej tej koronawirusowej aferze najbardziej podoba mi się próba tworzenia nowej świeckiej tradycji, naszego własnego, polskiego imperatywu, sportu narodowego Polaków i podstawowej codziennej czynności, którą wszyscy codziennie wykonują dla zdrowia psychicznego i fizycznego. Spacer po lesie.

Od dwóch tygodni z oficjalnych rządowych zaleceń dowiaduję się, że różne rzeczy musimy ograniczyć, ale ta jedna największa świętość pozostaje bez zmian. Polak ma prawo do codziennego wyjścia na spacer do lasu. Oczywiście, musimy zachować ostrożność, nie gromadzić się, ale do lasu możemy, ba powinniśmy, być może nawet musimy pójść! W oba minione weekendy Polacy tłumnie ruszyli. Lasy, bory, puszcze, żadna patriotyczna dzicz nie pozostała bezpieczna pod naszym naporem. Ale my byliśmy bezpieczni. Bo w byle zagajniku między kampusem UJ a korporacjami na krakowskim Ruczaju, a w zasadzie przy szerokiej dróżce na skraju tego zadrzewionego obszaru (o wymiarach mniej więcej trzy minuty na trzy minuty tempem spacerowym) postawiono tabliczki ostrzegawcze: “Zasady bezpiecznego spaceru po lesie”. Las jak z koziej dupy trąbka.

Z przykrością muszę donieść, że odebrano nam, Polakom, prawo do wypełniania naszego świętego obowiązku. Z dniem pierwszym kwietnia nie można już spacerować po lesie.

Czy mogę iść na spacer do lasu lub jechać tam rowerem, skoro parki są zamknięte?
Należy unikać miejsc, gdzie gromadzą się ludzie i nie narażać się na ryzyko zachorowania. Ostatnie doświadczenia pokazują, że lasy to niestety miejsca, w których dochodzi do gromadzenia się wielu osób, a tym samym zwiększenia szans na zakażenie.

gov.pl/web/koronawirus

Kurtyna.