Jędraszewski i ekologia

Zaledwie wczoraj próbowałem pisać o tym, że ciężko komentować mi pewne wydarzenia z powodu mojej ignorancji, “informacyjnego stylu życia” i nieumiejętności wydobycia prawdy spośród zalewu artykułów, które przeczą sobie nawzajem. Wczoraj z tygodniowym opóźnieniem dowiedziałem się również o skandalicznych wypowiedziach arcybiskupa Jędraszewskiego o ekologii i ekokogizmie (nigdy wcześniej nie słyszałem tego pojęcia), i uznałem, że są takie rzeczy, które skomentować można bardzo łatwo.

Ale dzisiaj w ramach przygotowania do artykułu zajrzałem do internetu i okazało się, że nawet krytyka ekologii przez duchownego nie jest tak jednoznacznie skandaliczna, jak mi się wydawało. Postanowiłem więc wysłuchać faktycznej wypowiedzieć księdza.

Wywiad

Wydaje mi się znamienne, że w wywiadzie nie ma mowy o ekologii, ale o ekologizmie i ruchu neoekologicznym. To są pojęcia, które słownik podkreśla mi jako błędne, ja słyszę je po raz pierwszy w tej rozmowie i w zasadzie nie wiem, o czym dziennikarze i ksiądz mówią. To znakomity wybieg, bo przecież zawsze można powiedzieć, że nie krytykuje się ekologii, a ekologizm i neoekologię. Sprytne. Ale odnoszą się też wyraźnie do manifestu podpisanego między innymi przez Gretę Thunberg. Myślę więc, że można zrównać te pojęcia w rozumieniu rozmówców do wartości niesionych przez ten manifest. Przytoczona jest konkretnie jedna teza: jakoby patriarchat był odpowiedzialny za ekologiczna degradację świata. Zobaczymy później czy uda mi się dogrzebać do niego.

Tymczasem ksiądz w wywiadzie bardzo dużo odnosi się do szkodliwości ideologii ekologicznych i neoekologicznych, w żaden sposób przez niego niezdefiniowanych, ale stojących w kontraście do kościoła. Biskup nawołuje do dbania o planetę, ale w duchu chrześcijańskim. Mówi też, że ideologie ekologiczne są być może wyrazem refleksji ludzi na temat tego, że ziemia była przez stulecia wykorzystywana ponad miarę.  Ksiądz nie mówi jednak czym różni się kościelna ekoideologia od tej złej ekoideologii. Aha, wspomina, że ideologie są narzucane siłą. I, że chrześcijaństwo jest tym, co decyduje o ludzkim człowieczeństwie. Coś mi się tu nie zgadza. Miliardy ludzkich ludzi na całym świecie mogą mieć inne zdanie na ten temat. A, i jeszcze jeden kwiatek – biskup wspomina o szkodliwych postulatach, że powinno się zlikwidować ludzi, bo są powodem zniszczenia planety. Wydaje mi się, że ten argument jest w dyskusjach ekologicznych tym samym co super uniwersalne odwołanie się do Hitlera w dowolnej dyskusji. Nikt nie bierze tego na poważnie, oprócz arcybiskupa najwyraźniej. Myślę, że rozmowa wybrzmiała by inaczej, gdyby na samym początku wyraźnie zdefiniował, że mówi na temat takiego ekstremalnego postulatu, a nie wspomniał go tylko mimochodem. Dla zainteresowanych cały wywiad dostępny jest tutaj.

Zamiast manifestu

Manifestu oczywiście nie udało mi się odnaleźć, więc dyskusję muszę zakończyć tutaj. Zaczynając ten artykuł chciałem napisać, że są rzeczy skomplikowane, o których  bardzo trudno mówić i są rzeczy bardzo proste, jak to, że każdy, kto krytykuje ekologię jest pacanem. Przygotowując tekst natknąłem się na mnóstwo głosów broniących biskupa. “Posłuchajcie całości”, “biskup wzywa do ochrony przyrody”, “wypaczacie przesłanie wywiadu”… Jasne, ale prawda jest taka, że biskup przez 5 minut mówi ogólnikami o niezdefiniowanych pojęciach, które nie należą do wiedzy ogólnej, strzela Engelsami i Kartezjuszami, nawiązuje do totalitaryzmu i mordowania ludzi tylko po to, żeby przez pół minuty wspomnieć, że przyrodę warto chronić, ale raczej w duchu chrześcijaństwa, bo inaczej zatracasz człowieczeństwo. 

I obawiam się, że faktycznie ten temat jest bardzo prosty. Jeśli biskup z wieloletnim stażem nie jest w stanie wypowiedzieć się w sposób jednoznaczny, zrozumiały dla większości ludzi i przekazujący wartościową wiadomość, to może nie powinien w ogóle się wypowiadać. Bo sprawa jest prosta. Przyrodę należy chronić, globalnemu ociepleniu zapobiegać, śmieci ograniczać i segregować, jeść mniej mięsa i zmniejszać emisję spalin. Nie chodzi o żadna ideologię, ale o zdrowy rozsądek. I naprawdę łatwo to przekazać nie wywołując gównoburzy w internecie i poza nim.