The rise of Skywalker przed seansem

Najprawdopodobniej nie będę wrzucał na bloga opinii na temat najnowszych gwiezdnych wojen. Idę do kina w czwartek wieczorem, a w piątek zamierzam spędzić popołudnie oglądając Wiedźmina. Raczej nie będzie mi się chciało pisać jeszcze potem o Star Wars, ale szkoda byłoby nie poruszyć tego tematu na blogu.

Nie jaram się… za bardzo

Będzie o oczekiwaniach, a raczej o ich braku. Nie jestem pewny co się stało i jak, ale Disney naprawdę zmaścił marketing tego filmu, przynajmniej dla mnie. Owszem, kupiłem bilet w przedsprzedaży, ale gdybym tego nie zrobił, prawdopodobnie w ogóle bym nie poszedł do kina. Legenda stała się zwykłym filmem. 

Dwa i cztery lata temu naprawdę żyłem tymi wydarzeniami. Byłem na maratonach, dyskutowałem z ludźmi z pracy, chodziłem cały podekscytowany. A teraz nic. I to cały czas pamiętając o tym, że uwielbiam pozostałe dwie części.

Legenda stała się zwykłą marką. 

Kiedy teraz to piszę, oczywiście dochodzę do innych wniosków niż planowałem. Chciałem pisać o tym, jak słabą marką stały się gwiezdne wojny. O tym, ile ostatnio było rozczarowań. Ale to chyba pokazuje jak silną marką są te pierwsze trzy filmy nakręcone prawie 50 lat temu. Franczyza składa się z 3 fajnych starych filmów, 3 bardzo złych filmów, 3 znowu fajnych produkcji, totalnej klapy kinowej i beznadziejnego serialu. Animacji i telewizyjnych staroci, których nikt nie oglądał chyba nie ma co liczyć. I potrzeba było pięciu widowiskowych porażek, żeby z legendy, która ekscytuje się mnóstwo ludzi zrobić zwykłą serię, która nadal wszyscy szanują. Bo co do tego, że film zarobi ile trzeba a nawet więcej nie mam wątpliwości. Po prostu porażka dla mnie jest tutaj samo to, że premiera nowego filmu nie jest już tym, czym była dwa lata temu. A przecież to “wielki finał”, który powinien tylko dolewać oliwy do ognia.

Moje oczekiwania

Nie bardzo mam ochotę iść do tego kina. Jasne, spodziewam się widowiska i mam nadzieję zobaczyć bohaterów, których zdążyłem bardzo polubić. Ta część starej obsady, która się dla mnie liczyła już nie żyje, Carrie Fisher w filmie jest na siłę i chyba lepiej gdyby po prostu zaczęli od jej pogrzebu. Lando, Chewbacca, R2 i C3P0 to dla mnie bardziej mile cameo niż pełnoprawni bohaterowie. Ale owszem, trójka nowych głównych bohaterów jest dla mnie wystarczającym magnesem.

Jeśli miałbym w jednym zdaniu podsumować te moje dywagacje, oczekuję dobrej zabawy, ale mam wrażenie, że wyjdę z kina zadowolony z filmu i rozczarowany tym, jak niewiele zostało już z mojego sentymentu.

W sumie nawet nie wiem czy to ma sens.

A wy jakie macie oczekiwania? Kiedy planujecie obejrzeć Star Wars? 

Ps. Grafikę pobrałem z oficjalnej strony Star Wars