Categories
Równowaga

Tokarczuk czy Sapkowski? Kto osiągnął większy sukces?

Wpadł mi ostatnio w ręce artykuł o pewnej twitterowej aferze. Jacek Piekara, polski autor fantastyki, zjechał Nobla Olgi Tokarczuk i wszem i wobec nakazał podziwiać Sapkowskiego, bo sukces mierzony popularnością dzieła innego adaptacji jest wart znacznie więcej niż jakąś nagroda, która przyznaje kilkanaście osób w jury. To streszczenie przytoczyłem z pamięci, ale żeby dyskusja była rzeczowa, pozwolę sobie zacytować wypowiedzi pisarza z Twittera.

Gigantycznym sukcesem jest Sapkowski, a nie Tokarczuk. Bo przy “Wiedźminie” producenci gier i serialu zainwestowali dziesiątki milionów dolarów, dając zabawę milionom ludzi. A przy Tokarczuk parunastu akademików dogadało się przy stoliku, że lubią książki tej pani.
Jest różnica?

Antyradio, od którego skopiowałem cytat, otrzymało rozbudowaną wypowiedź od Jacka Piekary, którą bardzo polecam przeczytać.

Co ja o tym myślę?

O tym, co myślę o Noblu Olgi Tokarczuk dopiero co pisałem, ale powtórzę się: to wielki sukces i jestem z tego dumny jako Polak, nawet jeśli sam nie jestem znawcą jej twórczości.

Nie nie pisałem za to, co sądzę o Andrzeju Sapkowskim. Przeczytałem chyba wszystko co związane z Geraltem i Trylogią Husycką. Dwa razy. Grałem również w trzy gry oparte na sadze. Bardzo lubię twórczość Andrzeja Sapkowskiego i chociaż przy czwartym tomie sagi zawsze dostawałem zadyszki, to myślę, że jego książki bronią się lepiej niż większość książek, które połykałem za czasów szkolnych. Mam do nich znacznie więcej sympatii i bardziej emocjonalny stosunek niż do dzieł Olgi Tokarczuk

Kariery obojga autorów to dwa ogromne literackie sukcesy na skalę Polski i świata.

Ale który sukces jest większy?

Sukces można mierzyć w bardzo różny sposób. Można nawet odważyć się na porównywanie sukcesów w zupełnie różnych dziedzinach. Zależnie od metodologii można dojść jednak do różnych wniosków. 

Uwaga: poniżej znajduje się żenujący, przerysowany przykład, którym chcę zilustrować moją myśl. Nie ma nic wspólnego z Sapkowski V Tokarczuk, więc śmiało możecie przejść do kolejnego akapitu.

Można na przykład porównać sukces Mike’a Tysona i Hitlera. Jeśli jako kryterium przyjmiemy kto zapisał się bardziej trwale w historii świata, wynik porównania jest zupełnie inny niż jeśli porównamy czy dwóm osobom udało się odnieść sukces nie popełniając ludobójstwa. Można też użyć Google i sprawdzić, kto ma więcej wyników. Byłaby to jakaś miara popularności.

Uwaga: koniec żenującego fragmentu.

Nie ośmieliłbym się szukać twardych danych na temat popularność autorów, ale spróbujmy operować rzędami wielkości i przeanalizować je na chłopski rozum.

Ale najpierw, z czystej ciekawości zobaczmy, ile wyników na temat pisarzy podaje Google.

Tokarczuk: Całe mnóstwo (42,700,000 results) 

Sapkowski: Również bardzo dużo (5,060,000)

Muszę przyznać, że nie spodziewałem się takiej różnicy. Matematyka nie jest moją mocną stroną, ale liczba wyników Tokarczuk ma jedną cyfrę więcej. To jest rząd wielkości i prawie dziesięciokrotna różnica. Nie spodziewałem się tego. Tutaj dla uczciwości dodam, że wyszukanie słowa “witcher” daje 79 milionów wyników. Prawie dwa razy więcej niż nazwisko Olgi Tokarczuk. Ale czy to jest tak naprawdę zasługa Andrzeja Sapkowskiego? Dojdę do tego.

Inne kryterium, to decyzja w jak elitarnym gronie znajduje się dana osoba. I tak Nobla dostało sto kilkanaście osób, Nobla i dwie nagrody Nike tylko jedna. Jest tylko jedna tak utytułowana pisarka na świecie. Oczywiście, taka mieszanka nagród jest bardzo wymuszona. 

Miara popularności Andrzeja Sapkowskiego według Jacka Piekary to stworzone na podstawie jego twórczości gry i seriale.

Ta strona na wikipedii wymienia gry na podstawie książek. Jest ich kilkaset. Liczby ekranizacji książek nawet nie szukam, bo wiadomo, że jest ich mnóstwo każdego roku, a liczby książek, które zostały zaadaptowane na filmy i gry nie jestem w stanie znaleźć. Tak samo nie czuję się na siłach sprawdzać ile ksiażek zostało zaadaptowanych na serie gier, dwa niezależne seriale i film, ani na wybitne gry. Pozostańmy w tych rozważaniach przy kilku faktach:

  • Jest dużo adaptacji książek na różne media.
  • Znamy dobre adaptacje złych książek.
  • Znamy złe adaptacje dobrych książek.
  • Jakość adaptacji nie zależy od autora oryginału.

 Jasne, Wiedźmin nie zapowiada się na netflksową zapchajdziurę, ale na wielki hit. Mam nadzieję, że tak właśnie będzie. 

Ale czy sukces dzieła można oceniać po sukcesie adaptacji? Sapkowski jest jedynym ojcem sukcesu i jakości swoich książek, ale nie on determinował tak znakomite przyjęcie wiedźmina 3 na całym świecie. Gdyby sukces gry był w głównej mierze zależny od jakości adaptowanego dzieła, pierwsza gra CD projekt byłaby tą wybitną. Ale nie, z jakiegoś powodu tylko trzecia gra z serii stała się kultowym, ważnym dziełem. Śmiem stwierdzić, że ten fakt sugeruje, że być może na sukces adaptacji złożyło się wiele czynników oprócz znakomitego tekstu źródłowego. Czy zatem za sukces gry należy chwalić Sapkowskiego?

Więc?

Pytanie z tytułu artykułu oczywiście nie ma sensu. To są dwa różne wielkie osiągnięcia. Porównywanie ich jest fajną rozrywką, ale wniosek może być tylko jeden – nie można  jednoznacznie ocenić, który jest większy. A Piekara wziął dwa największe sukcesy polskiej literatury ostatnich lat i stwierdził, że jeden z nich jest nic nie warty. Totalny brak wyczucia.

I choć osobiście prędzej przeczytam po raz kolejny 11 książek Sapkowskiego, to nikt mi nie wmówi, że jego sukces jest lepszy lub gorszy od Nobla Tokarczuk. Jeszcze raz: to są dwa ogromne sukcesy, których nie ma co porównywać. Za to z obu powinniśmy się cieszyć.

A Wy? Co sądzicie na ten temat? Tokarczuk czy Sapkowski? Kto osiągnął większy sukces?