Wiedźmin: Czego oczekuję, a na czym mi nie zależy

Odpowiedź jest prosta: znakomitej zabawy! Premiera coraz bliżej, a ja nie mogę się doczekać. Czekam na Wiedźmina bardziej niż na Gwiezdne Wojny (szczególnie po wielkim rozczarowaniu Mandalorianem).

Czego oczekuję po Wiedźminie? Że aktorzy nie będą totalnym drewnem. Że postaci będą zagrane i napisane tak, że je polubię. Że historia nie będzie rozciągnięta na nie wiadomo ile odcinków. Że efekty nie będą kłuły po oczach. Że sceny akcji będą miłym przerywnikiem, a nie czymś co trzeba przemęczać. Że historia wciągnie mnie na tyle, że zbinguje wszystko 20 grudnia. Że Wiedźmin będzie kompetentnym serialem, a nie guilty pleasure.

Na czym mi nie zależy? Żeby Wiedźmin był słowiański. Żeby aktorzy wyglądali jak postaci, które wyobrażałem sobie czytając książki. Żeby świat wyglądał tak a nie inaczej. Żeby lała się krew i sypały się przekleństwa. Żeby serial dokładnie adaptował tekst źródłowy.

Sapkowski znakomicie bawił się konwencja baśni i klasycznego fantasy, wplatał wątki, których nigdy nie spodziewałem się zobaczyć w takiej książce. Nie chciałbym odbierać tej samej możliwości serialowi, który przez najbliższych kilka lat może być czymś więcej, niż tylko typową, poprawną adaptacją.

Ale jeśli będzie tylko tym, to też będę zadowolony.