Skąd się wziął ten blog?

Cześć! Skoro znalazłeś się w tym miejscu, to pewnie oznacza, że jesteś czytelnikiem bloga i zadałeś sobie pytanie: “od czego się zaczęło”. To jest pierwszy post, który publikuję i chyba odpowiednie miejsce do szukania odpowiedzi na to pytanie.

Pomysł na tę stronę internetową wziął się z nieco egoistycznej chęci czytania w Internecie treści dostosowanych konkretnie pod mój gust. Czegoś niezbyt wykwintnego ale dobrej jakości, na popularne i w miarę aktualne tematy, i jak najbardziej urozmaiconego. Oczywiście internet oferuje szereg odpowiedzi na moje potrzeby. Chcę treści na wiele tematów w jednym miejscu? Mnóstwo dużych portali, jak Onet, Interia i WP oferuje dokładnie to. Chcę czytać teksty na wysokim poziomie? Magazyny Internetowe, jak na przykład dwutygodnik.com proponują lekturę na najwyższym poziomie. Chcę czytać o popularnych rzeczach? Wiele blogów pisze na popularne tematy, a nawet odgrywa dużą rolę w decydowaniu o tym, co staje się popularne. Nawet jeżeli uznaję jakiś bardziej niszowy temat za interesujący, w blogosferze bez trudu znajdę jakieś źródło na ten temat. Są blogi o filmach, o książkach, o finansach, o polityce, o pisaniu, o blogowaniu, o technologii, o teatrze, o modzie i o rękodziele. I wiele, wiele innych.

Ale skoro jest tyle różnych miejsc w Internecie, które odpowiadają moim potrzebom, dlaczego twierdzę, że pomysł na tego bloga wziął się z chęci czytania tekstów pod mój gust? Ponieważ marzy mi się strona internetowa, która spełni te wszystkie wymogi jednocześnie. Strona, na której znajdę artykuły z różnych dziedzin, na dosyć wysokim poziomie, nie oddalające się przesadnie od tego, co mnie interesuje.

A jak to wygląda teraz? Na takim onecie, owszem, znajdę milion tekstów na każdy temat, ale mam wrażenie, że większość jest pisana z obowiązku, pod wierszówkę i przedstawia naprawdę słabą jakość. Dwutygodnik faktycznie bije wszystko inne co zdarza mi się czytać jak chodzi o jakość tekstów, ale po przeczytaniu paru artykułów na tematy, o których właśnie się dowiedziałem, mam ochotę zmienić stronę na coś bardziej przyziemnego. Teksty, z których dowiem się o jakimś zjawisku, książce lub przedstawieniu są super, ale równie wiele wartości niesie dla mnie lektura na temat, o którym mam już jakieś zdanie i mogę sobie mentalnie podyskutować z autorem tekstu w trakcie czytania. A niestety znacznie częściej mam wyrobione zdanie o ostatnim blockbusterze lub cechach dobrego smartphona niż o nowym spektaklu operowym lub komiksie na temat pracy tłumaczy.

Portale zbyt często oferują słabą jakość, a magazyny bywają zbyt ambitne. Czy tych problemów nie powinny rozwiązywać blogi? Owszem, też tak uważam. Dobre blogi łączą jakość tekstu z doborem bardziej przyziemnych tematów, a do tego pozwalają na nieco bliższą relację z autorem poprzez bardziej osobisty styl artykułów. Ale blogi są bardzo blisko związane z pojęciem niszy. W wielu (powiedziałbym nawet: w większości) poradników dla początkujących blogerów na samym początku znajdzie się informacja o wyborze niszy, czyli dosyć precyzyjnego tematu, do którego blog powinien się ograniczać. Pisz albo o modzie, albo o filmach. Zdecyduj się na jeden temat przewodni bloga, żeby przekonać do siebie konkretną grupę czytelników i pojawić się wysoko w Google. Z powodu popularności nisz, osoba, która chce czytać blogowe teksty na różne tematy, musi po prostu znaleźć odpowiednią liczbę blogów.

Ale ja tego nie kupuję. Owszem, czytuję kilka różnych blogów, ale wchodzę na nie od czasu do czasu a potem o nich zapominam na kilka tygodni lub miesięcy. Próbowałem kilkukrotnie usystematyzować moją blogosferę czytnikami RSS, ale w moim przypadku to się po prostu nie sprawdza. Wyświetlające się nieprzeczytane posty nie działały na mnie zachęcająco, a wręcz przeciwnie. Zaczynałem podchodzić do czytania w kategoriach obowiązku i traciłem przyjemność. A przecież o to mi chodzi, gdy chcę przeczytać coś w Internecie: mam kilka chwil i chcę spędzić je na przyjemnej, niezobowiązującej lekturze.

Zdaję sobie sprawę, że moje argumenty przeciwko zbieraniu wielu blogów w jednej aplikacji nie są zbyt racjonalne. Jestem również przekonany, że to rozwiązanie wielu osobom idealnie odpowiada. Ale nie mnie. Z drugiej strony, jak wiele osób w waszym otoczeniu, w rodzinach lub wśród znajomych korzysta z czytników RSS?

I o ile wiem także, że ta strona w żaden sposób nie rozwiąże moich internetowych rozterek – w końcu ja będę ją pisał, a nie czytał – to właśnie taki był impuls do jej założenia. To będzie blog bez wybranej niszy. Albo raczej z bardzo konkretną niszą – dla mnie i ludzi takich jak ja. Może jest nas więcej.

Ps. Grafikę Joanny Kosińskiej pobrałem z serwisu Unsplash